6.2 C
Ustroń
wtorek, 12 maja, 2026

Z dziejów budynku Muzeum (część II)

Plan piętra dzisiejszego Muzeum. W dawnych pokojach znajduje się obecnie ekspozycja przybliżająca dzieje ustrońskiego przemysłu, w dawnej łazience znajdziemy gabinet patrona Muzeum – Jana Jarockiego, w kuchni – pomieszczenie archiwalne, a w pokoju służbowym – wystawę poświęconą Bogusławowi Heczce. Z korytarza, wraz z adaptacją dla potrzeb Muzeum, zniknęły toaleta i umywalnia, ustępując miejsca gablotom.

W pierwszej części niniejszego cyklu przybliżyłam Czytelnikom prapoczątki siedziby dzisiejszego Muzeum. Poznaliśmy kolejnych hutmistrzów, a także późniejszych lokatorów, zakończywszy opowieść na okresie okupacji. Wraz z wyzwoleniem piętro budynku opuścił Franciszek Moskała, wierny towarzysz ustrońskiego szefa NSDAP Huberta Machanka, a od 1946 r. mieszkanie po nim przejęła rodzina Ferfeckich. Klemens Ferfecki, ur. w 1903 r., w latach 30. pracował w Chrzanowie, a przed okupacją i w jej trakcie – w hucie w Stalowej Woli, specjalizującej się w produkcji zbrojeniowej. Po zakończeniu działań wojennych  rodzina powróciła do Ustronia, a Klemens podjął zatrudnienie jako mistrz w ustrońskiej fabryce na wydziale kuźni parowej. Obszerny gmach późniejszego Muzeum przeznaczony był wówczas dla kadry zakładu, co dodatkowo zacieśniało więzi pomiędzy lokatorami.

Drewniana weranda przy głównym wejściu była przed laty miejscem sąsiedzkich spotkań. Z lewej Joanna Lupinkowa, z prawej Maria Ferfecka.

Ferfeckim przyznano niemalże całe piętro. Aby zachować prywatność, ich część mieszkalną oddzielono drewnianą ścianką, wpisaną w żaglaste XIX-wieczne sklepienie. W ściankę wmontowane były podwójne drzwi, zwieńczone ozdobnymi szybkami, co nadawało mrocznemu wnętrzu tajemniczego charakteru. Z prawej strony wchodziło się do kuchni, w której dziś znajduje się pomieszczenie archiwalne. Z jej okna rozpościerał się widok na wschód – tam znajdował się ogród, a za nim park, urządzony w miejscu placu, na którym dawniej stały mielerze do wypalania węgla drzewnego. Kuchnia Ferfeckich była sercem domu, zaopatrzonym w solidne meble, kaflowy piec i obowiązkowo w leżankę. Po jej przeciwległej stronie, na końcu wąskiego korytarza, znajdowały się dwa pokoje z oknami wychodzącymi na zachód, wydzielone z dzisiejszej sali z ekspozycją przemysłową. Po prawej stronie znajdował się największy pokój a zarazem sypialnia Marii i Klemensa Ferfeckich, mieszcząca łóżka, szafy i wszelkie niezbędne sprzęty. Natomiast wąska, podłużna izdebka po lewej przeznaczona była dla dzieci, a w późniejszym okresie dla wczasowiczów, co pozwalało podreperować domowy budżet podczas budowy nowego domu na ojcowiźnie Klemensa na Brzegach. Wewnątrz mieszkania Ferfeckich znajdowało się również niewielkie pomieszczenie, będące dziś izbą pamięci, poświęconą patronowi Muzeum Janowi Jarockiemu. Wówczas jednak mieściła się w nim… łazienka. Naprzeciw niej ulokowano drzwi na północny strych, w całości przeznaczony dla rodziny Ferfeckich, który z całą pewnością był bardzo przydatną przestrzenią w letnich miesiącach, gdy jedną z izb zajmowali wczasowicze. W przedsionku strychu również zaaranżowano umywalnię z bieżącą wodą, co stanowiło praktyczne rozwiązanie. Gmach Muzeum posiada dwa przestronne strychy – wspomniany już północny, z widokiem na dawne podwórze hutmistrzów oraz  południowy, z którego okien podziwiać można było Hotel „Kuracyjny”. Obie części poddasza, doświetlone zachowanymi do dziś pięknymi oknami triforium, powstały w 1844 r., gdy wzniesiono pierwszy fragment piętra, zaś ostateczny kształt nadano im w 1868 r., podczas rozbudowy obiektu. Pierwotnie część mieszkalna przeznaczona dla hutmistrzów musiała być większa od południowej, w której mieściły się biura huty, na co wskazuje nam zróżnicowana powierzchnia strychów. Przebywając na nich zawsze mamy wrażenie, iż w oddali słyszymy odgłosy, towarzyszące codziennemu życiu dawnych mieszkańców.

Maria i Klemens Ferfeccy korzystali z uroków kuźniczych wczasów zakładowych. Kuźnia nie tylko zapewniała zatrudnienie oraz zakwaterowanie, ale również dbała o rekreację pracowników i ich rodzin, wkraczając tym samym niemal w każdą sferę ich życia.

Maria i Klemens Ferfeccy osiedlili się w budynku Muzeum z trzema synami – Tadeuszem, Józefem i Stanisławem. Młodzieńcy po kolei wychodzili z domu i zakładali własne rodziny. W latach 1959-63 państwo Ferfeccy wychowywali wnuczkę Małgosię, córeczkę Józefa i jego żony Marii, którzy osiedlili się w Jastrzębiu. Klemens, oprócz tego, iż był znakomitym fachowcem, posiadał liczne talenty i pasje: był radiestetą, z powodzeniem lokalizującym podziemne cieki wodne, po mistrzowsku przeprowadzał domowe zabijaczki, wykonywał doskonałe przetwory, a ponadto był ojcem chrzestnym jednego z dzwonów w ustrońskim kościele (nomen omen) Klemensowym. Zaś obok, na cmentarzu, samodzielnie wykonał płytę tarasową na rodzinnym grobie. Jego małżonka Maria urodziła się w 1902 r. w Lesznej Dolnej. Pochodziła z tamtejszej kolonii robotniczej Stary Folwark, zbudowanej w 1896 r. specjalnie dla ustroniaków i ich rodzin, przeniesionych z huty w Ustroniu do pracy w hucie w Trzyńcu. Wnuczki zapamiętały ją jako kobietę w eleganckich strojach i z nienagannie ułożoną fryzurą, która wysławiała się czystą polszczyzną i zawsze jadała widelcem i nożem (co w jej pokoleniu wcale nie było takie ewidentne). Maria przez całe życie wspominała swego o 20 lat młodszego brata Ludwika, deportowanego przez Sowietów podczas II wojny światowej z Lwowa na Syberię. Stamtąd przedostał się do Armii Polskiej, z którą wymaszerował na Bliski Wschód. Został radiooperatorem i latał w składzie 1586 Samodzielnej Eskadry do Zadań Specjalnych w strukturach RAF. Jego samolot 27 sierpnia 1944 r. został zestrzelony nad Węgrami w rejonie Lajosmizse, a szczątki załogi spoczęły na alianckim cmentarzu w Solymár koło Budapesztu, co dokładnie opisała wnuczka Ferfeckich – Magdalena Dziendziel.

Fotografia ślubna Marii i Klemensa Ferfeckich, mieszkających w latach 1946-1964 w budynku Muzeum.

Na piętrze dzisiejszego Muzeum mieściło  się jeszcze jedno pomieszczenie. To tutaj znajdowało się biuro Lidii Szkaradnik – wieloletniej dyrektor naszej instytucji, a dziś przestrzeń ta poświęcona jest Bogusławowi Heczce. Natomiast w powojennej rzeczywistości był to pokój służbowy, przeznaczony dla osób, przyjeżdżających na delegację do ustrońskiej Kuźni. Od wiosny 1956 r. do jesieni 1957 r. zajmowała go, w związku z przeprowadzką rodziny do Wapienicy, młodziutka pracownica kuźniczego magazynu stali – Maria Kurowska (po mężu Krysta), która bardzo ciekawie opowiadała o ówczesnym życiu w Muzeum: „Był to na pewno wyjątkowy budynek, majestatyczny, ale ponury. Głównych drzwi nie zamykano na noc, ja miałam klucze wyłącznie od swojego pokoju, a w dużym hallu znajdowała się tylko jedna lampa, nie dająca wiele światła (…). W hallu była drewniana podłoga, a do mojego pokoju na górę prowadziły sękate, dotknięte zębem czasu dębowe schody (…). Pokój posiadał bardzo skromne, służbowe umeblowanie, na które składały się dwa żelazne łóżka wyposażone w materace z morskiej trawy, stół z krzesłami na środku pokoju oraz jednodrzwiowa szafa. Ponieważ stołowałam się na terenie zakładu, niepotrzebne mi było wyposażenie kuchenne. W rogu, obok gniazdka elektrycznego znajdował się taboret, na którym była możliwość zainstalowania kocherka, aby zagotować wodę. Ściany były puste, okno bez firan, nie było nawet karnisza. Izbę oświetlała wisząca lampa z regulowaną długością. Górny korytarz był bardzo ciemny, nie było w nim okien tak jak teraz. W miejscu tych gablot znajdowała się toaleta z drewnianym sedesem i małym okienkiem, a poza jej obrębem żeliwna umywalka z zabytkowym kranem i bieżącą wodą. Kolejna, tym razem przenośna umywalka, wyposażona w lawór i dzbanek, była do dyspozycji w pokoju. Tam wykonywałam pranie, które suszyłam na sznurze rozpiętym w izdebce, a prasowałam na stole za pomocą żelazka elektrycznego. Wkrótce, ze względu na dostępne dwa łóżka, zgodziłam się przyjąć do pokoju współlokatorkę – Dorotę Kurpas, pracującą w Kuźni na zmiany jako suwnicowa. Moja decyzja uchroniła ją przed dojazdami z Wisły (…). Z Dorotą mieszkało mi się raźniej, chociaż czasami, ze względu na jej zmiany, mijałyśmy się. Nie pamiętam żadnych odgłosów ani skrzypnięć na strychach, nigdy też nie było nam zimno. Pozostali mieszkańcy korzystali z pieców kaflowych, ale w naszej izdebce takowego nie było”.

Inne ujęcie w werandzie – z lewej Maria Ferfecka, w środku jej synowa Maria – żona Józefa, z prawej Helena Durczak – pomoc domowa, a zarazem przyjaciółka rodziny.

Miejscem spotkań wszystkich mieszkańców, zwłaszcza w niedzielę, była drewniana weranda, istniejąca w różnych wersjach od 1868 r. do dziś. W murach dzisiejszego Muzeum mała Małgosia Ferfecka świętowała urodziny wspólnie z sąsiadem z dołu – Henrykiem Lupinkiem. Oboje przyszli na świat 5 stycznia, tyle że Małgosia 40 lat później. Również
tutaj odbyło się wesele Stanisława Ferfeckiego z Zofią, córką Krystyny Jaworskiej i Józefa Krysty, rozstrzelanych 9 listopada 1944 r. W 1964 r. rodzina Ferfeckich jako pierwsza z lokatorów przeniosła się do własnego domu, a ostatni mieszkańcy wyprowadzili się z Muzeum do końca 1969 r. O tym, kto zamieszkiwał parter oraz o ciekawych obiektach na podwórzu opowiem w kolejnych odcinkach. Dziękuję Magdalenie Dziendziel oraz Małgorzacie Tomasiewicz za podzielenie się bezcennymi wspomnieniami oraz fotografiami.

Alicja Michałek, Muzeum Ustrońskie

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści