
W swoim wystąpieniu wygłoszonym podczas wernisażu wystawy „Groniom hołd” 18 kwietnia 2026 roku dyrektor Muzeum Ustrońskiego Magdalena Lupinek podkreśliła, że Muzeum Ustrońskie to nasze wspólne miejsce, które żyje dzięki ludziom i dla ludzi. To przestrzeń, w której możemy się spotykać. Muzeum Ustrońskie – wcześniej Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa – to miejsce, które nie tylko przechowuje przeszłość, ale pozwala jej żyć: w sztuce, w opowieściach i w emocjach.
Józef Pilch w swoich dziennikach pisał:
21 stycznia 1966 Wieczorem byłem na zebraniu Społecznego Komitetu Rozwoju Ustronia. […] Zaniepokoiła mnie myśl [o utworzeniu] muzeum techniki, gdyż chciałbym, ażeby było ono równocześnie etnograficzne. […] Zauważyłem, że do pracy w dziedzinie upiększania Ustronia i organizowania muzeum zapalił się inż. Jarocki i jestem [pewny], że on coś zrobi.
Zapewne dlatego, że poruszałem sprawy etnograficzne, zostałem wybrany do komisji organizacyjnej muzeum.
Kilka miesięcy później kontynuował myśl:
6 kwietnia 1966 Dyr. Jarocki przyszedł na Goje oglądnąć [zabytkowy] młyn [Starzyków]. Zachwycił się tym eksponatem i prosił, ażeby go pilnować i nie zniszczyć, gdyż będzie to bardzo rzadki okaz do muzeum. Zauważyłem, że Jarocki jest entuzjastą, i zdaje mi się, że dzięki temu muzeum w Ustroniu powstanie. Obecnie, kiedy z okazji, że należę do komisji organizacyjnej, często się z nim spotykam – mogę powiedzieć, że jest idealistą.
Te zapiski pokazują rodzącą się ideę – jeszcze niepewną, ale już żywą. Ideę, w której spotykają się pasja, wiara i upór. Mijały lata, a wraz z nimi przyszły także trudności, które wystawiły tę wizję na ciężką próbę. W 1972 roku Józef Pilch notował:
10 listopada 1972 Uczestniczyłem w zebraniu komitetu w sprawie otwarcia w piwnicy „Prażakówki” Izby Historii Kuźni Ustroń, w którym uczestniczyli: Jan Jarocki, Jan Podżorski, Karol Śmiłowski, Marian Żyromski, Ludwik Gembarzewski, Jan Nowak, Karol Kubala, Jan Cichy, Bolesław Kiecoń, Edward Durczak. Decyzja o zrobieniu Izby Historii już dawno zapadła, ale dzisiaj postanowiono omówić szczegóły. Najbardziej interesującą była postawa Jarockiego, który w pierwszej chwili tylko żachnął się, mówiąc: „Dajcie mi spokój, ja 7 lat zabiegałem o muzeum, a gdy już miałem budynek, pieniądze, dokumentację, to taki [Ryszard] Dziopak [dyrektor FSM w Bielsku] potrafił wszystko obalić i przekreślić decyzję samego ministra”. Cały gniew z powodu przeznaczenia gmachu, gdzie miało być muzeum, na szkołę przemysłową, skoncentrował Jarocki na byłym dyr. technikum Alojzym Waszku. Wydawało się, że z Jarockim nie da się nic zrobić. „W piwnicy muzeum? Za trzy tygodnie to chcecie urządzić?”
Bardzo dobrze podszedł do sprawy dyr. [Kuźni] Podżorski, który wyraźnie powiedział, że nie wyobraża sobie, ażeby bez osoby Jarockiego można było to minimuzeum (tak nazwał Izbę Historii) zrobić. Wszyscy W trakcie dyskusji wyszło, że Jarocki nadal żyje ideą muzeum. Chodzi o zabytkową siedzibę dyrekcji niegdysiejszej huty „Klemens”, będącą także po wojnie własnością ustrońskiej fabryki. Ostatecznie powiedział: „Ja tam mogę się popatrzyć ze dwa razy, ale za trzy tygodnie nic nie zrobicie”.
W każdym razie widzimy, że lody zostały już przełamane. Postanowiono na gwałt zbierać eksponaty i dokumenty Mnie powierzono przedstawić życie klasy robotniczej, a przede wszystkim jej walkę o wyzwolenie narodowe i społeczne.
Widzimy w tych słowach moment przełomowy – zderzenie marzenia z rzeczywistością, ale także coś bardzo ważnego: niegasnącą determinację i wciąż żywą ideę muzeum. A potem przyszedł czas jeszcze trudniejszy – lata walki, rozczarowań i przeszkód. W 1977 roku Józef Pilch zapisał słowa szczególnie poruszające:
28 września 1977 Odwiedziłem dyr. Jarockiego. Widzę, jak choroba robi spustoszenie w jego organizmie.
Jednym z wielkich jego niepokojów są zgromadzone u niego materiały historyczne dotyczące Kuźni Ustroń, jej rozwoju oraz jego udział nie tylko gospodarczy, ale społeczny, a przede wszystkim patriotyczny – jako pierwszego polskiego dyrektora tego zakładu. Walczył całe lata o muzeum kuźnicze w Ustroniu i jak Hubal w r. 1939 walczy do ostatka sił, ale bezskutecznie. Chciałby te zbiory zabezpieczyć, boi się, że przepadną. Wzruszające! Ten odchodzący człowiek prosi mnie o pomoc!!!!
Żal mi tego wielkiego Polaka, którego niektóre czynniki nie rozumieją i nie doceniają.
Szanowni Państwo, w tych słowach widzimy nie tylko działacza – widzimy człowieka, który wiedział, że może nie zdąży zobaczyć efektów swojej pracy, a mimo to nie przestawał wierzyć. I wreszcie przyszedł dzień otwarcia.
18 kwietnia 1986 Rankiem, gdy jeszcze odbywałem bydełko, zjawił się Staś Zahradnik, zaproszony na otwarcie Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa w Ustroniu. Też zostałem zaproszony, ale najpierw odbyło się zwiedzanie zakładu, z którego zrezygnowałem; pojechałem na godz. 10 wprost do muzeum. Zagaiła kierownik Lidia Nosal-Szkaradnik, a przecięcia wstęgi dokonał wicewojewoda Wałach w obecności władz i gości. […] Jak by się Jarocki cieszył, gdyby dożył dzisiejszej uroczystości!
Przeglądnąłem w wolniejszej chwili eksponaty kuźnicze, dokumenty, wszystko dobrze obmyślane i zrobione, widać w tym rękę artysty Kubali.
I kiedy się tego słucha, jedno zdanie wybrzmiewa szczególnie mocno: „Jak by się Jarocki cieszył, gdyby dożył dzisiejszej uroczystości!”.
To zdanie staje się dziś czymś więcej niż wspomnieniem. Jest mostem między tamtym dniem a dniem dzisiejszym. Bo dziś, po 40 latach, możemy powiedzieć z pełnym przekonaniem, że dzieło Jana Jarockiego trwa nadal. Muzeum nie jest bowiem tylko zbiorem eksponatów. Jest przestrzenią, w której historia spotyka się z teraźniejszością. Jest miejscem, które żyje. Szanowni Państwo, wracając jeszcze na chwilę do postaci naszego patrona – choć nie był stela, to właśnie tutaj odnalazł swoje miejsce. Tutaj nauczył się marzyć i tutaj potrafił tworzyć. Bo Ziemia Cieszyńska ma w sobie coś niezwykłego – daje siłę, pozwala się zakorzenić, ale też nie pozwala stać w miejscu. Ona inspiruje. Czasem cicho, czasem niepostrzeżenie, ale zawsze głęboko. I dlatego ta historia nie kończy się na wspomnieniu. Ona trwa – przechodzi z pokolenia na pokolenie, z ludzi w ludzi. Dziś, 18 kwietnia 2026 roku, widzimy jej kolejny rozdział.
Szanowni Państwo, dzisiejszy wieczór ułożył się w niezwykłą opowieść. Zaczął się od wizji Jana Jarockiego, prowadził przez wspomnienia Józefa Pilcha, a swój współczesny wyraz odnalazł w twórczości Wojciecha Kota.
Pozwólcie Państwo, że na sam koniec podzielę się osobistą refleksją. Swoją pracę w tym miejscu rozpoczęłam 30 lat temu, ucząc się muzeum krok po kroku pod okiem ówczesnej dyrektor, pani Lidii Szkaradnik. Od ośmiu lat mam zaszczyt pełnić funkcję dyrektora, otoczona wspaniałym zespołem współpracowników, bez których to miejsce nie mogłoby istnieć. Muzeum stało się częścią mojego życia. Moim drugim domem, a czasem mam wrażenie, że nawet pierwszym. Widziałam, jak się zmienia, jak dojrzewa i jak wciąż na nowo odnajduje swoje znaczenie. I mogę dziś powiedzieć jedno Muzeum Ustrońskie naprawdę żyje! Żyje dzięki ludziom – ich pracy, pamięci i zaangażowaniu. Często cichej, niewidocznej, ale niezwykle ważnej. Nie sposób dziś wymienić wszystkich, którzy przez te lata przyczynili się do jego rozwoju. Ale wiem, że każdy z Państwa obecnych tutaj jest częścią tej historii. Dlatego z całego serca jeszcze raz dziękuję za obecność i za pamięć. Dziękuję Wojtkowi, że wybrał tę datę na swój wernisaż.
Magdalena Lupinek

