

W poprzednim – drugim odcinku tego cyklu poznaliśmy rodzinę Ferfeckich, zamieszkujących piętro gmachu obecnego Muzeum w latach 1946-64. Dziś natomiast przyjrzymy się lokatorom z północnej części parteru. Jak już wspominałam, skrzydło to od początków swego istnienia miało funkcję mieszkalną, a przeznaczone było dla kolejnych hutmistrzów, kierujących pracami przy wielkim piecu w Hucie „Klemensa”, działającej w zabudowaniach obecnego Zespołu Szkół Technicznych. Mieszkanie hutmistrzów było bardzo przestronne, złożone z czterech izb, kuchni oraz szeregu dodatkowych pomieszczeń. Przestrzeń ta przypadła w 1948 r. Henrykowi Lupinkowi, inżynierowi w ustrońskiej Kuźni oraz jego żonie Joannie. To tutaj, w zabytkowych murach, przyszła na świat w 1950 r. ich jedyna córka – Jolanta. Do mieszkania Lupinków wchodziło się z głównego hallu, skręcając w lewo. Tam umieszczone były drzwi do ich przedpokoju. Wąska i długa sień, której jedno z okien wychodziło na dzisiejszą ul. Hutniczą, prowadziła do dużego pokoju, znajdującego się w początkowej części obecnej sali wystaw czasowych, kolejnymi drzwiami można było dostać się do piwnicy, kuchnia natomiast umiejscowiona była w części wschodniej – w dzisiejszej sali etnograficznej. W miejscu tym, ciekawym zbiegiem okoliczności, nadal eksponowane jest dawne wnętrze kuchenne. Kuchnia Lupinków była pomieszczeniem przelotowym – z niej przechodziło się do sypialni, umiejscowionej tam, gdzie obecna wystawa zabawek, zaś po przeciwnej stronie znajdowały się pięknie rzeźbione drzwi, prowadzące do spiżarni oraz pomieszczeń sanitarnych. Stamtąd z kolei można było wyjść na zewnątrz, prosto do ogrodu, ciągnącego się po wschodniej stronie gmachu obecnego Muzeum. Do Lupinków należało również ciemne pomieszczenie bez okien o powierzchni 1,5 x 1,5 m, zlokalizowane w samym centrum muzealnego obiektu, poniżej schodów na piętro. Obecnie nie jest ono dostępne, wejście do niego zamurowano na początku lat 70., podczas adaptacji budynku na dodatkowe sale szkolne położonego po sąsiedzku technikum. Dziś wiemy, iż pierwotnie była to niewielka sień, prowadząca do starej, wschodniej części Muzeum, pamiętająca czasy, gdy nie istniał jeszcze główny hall, dobudowany w 1868 r., a w jego miejscu znajdował się niewielki dziedziniec, oddzielający część mieszkalną od administracyjnej.


Wraz z nastaniem lat 50. coraz bardziej dawał się we znaki głód mieszkaniowy, dlatego zaczęły zapadać decyzje o podziale zakładowych, często obszernych mieszkań, co zaburzyło stary porządek. Pierwotnie państwu Lupinkom przysługiwały również dwa duże pomieszczenia, znajdujące się pod obecnym obrazem „Wesele” Ludwika Konarzewskiego. Mniej więcej w połowie ściany, na której rozpięte jest płótno, poprowadzona była ścianka działowa. W latach 1952-53 do pomieszczeń tych wprowadzili się Stanisława i Paweł Holeksowie, przybyli spod Kopieńca. Rodzina ta, również zawodowo związana z Kuźnią, w muzealnych murach wychowywała trójkę dzieci – Stanisława, Marię i Krystynę. Do mieszkania państwa Holeksów prowadziło osobne wejście, wyposażone w kilka schodków, zlokalizowane w północnej fasadzie gmachu Muzeum. Schodki od kilkunastu lat już nie istnieją, a pozostała po drzwiach łukowato sklepiona wnęka mieści dziś XVIII-wieczną, bezcenną rzeźbę „Hutnika”, pamiętającą początki ustrońskiego przemysłu. Jak wspomina córka Holeksów – pani Maria Budniok, w Muzeum mieszkało się wygodnie i przytulnie, było to miejsce kojarzące się ze szczęśliwym dzieciństwem, do którego chciałoby się powrócić. W północno-wschodniej części dzisiejszej sali etnograficznej znajdowała się sień, a dalej dwa małe oddzielne pomieszczenia – toaleta oraz spiżarnia, graniczące ścianą działową z sypialnią Lupinków. Z sieni na prawo wchodziło się do kuchni (wyposażonej w obowiązkową leżankę), a dalej do pokoju, sąsiadującego z pokojem Lupinków. W każdym z pomieszczeń znajdowały się piękne łukowe sklepienia, które, po adaptacji na początku lat 70. na sale szkolne, pozostały już tylko w hallach, korytarzach oraz niewielkiej części mniejszych pomieszczeń. Były również kaflowe piece o wysokiej wartości artystycznej – kuchenne i pokojowe, trwające na swoich miejscach zarówno w czasach hutmistrzów, jak i w okresie zajęcia budynku przez szkołę. Wszyscy mieszkańcy poza Ferfeckimi, do których należał cały strych północny, mieli do dyspozycji wyznaczone boksy na strychu południowym, z którego rozpościerał się widok na zabytkowe zabudowania Hotelu „Kuracyjnego”. Była też przestrzeń wspólna, służąca do suszenia prania, na której z upodobaniem zadomowiły się nietoperze. Kwestia przydziału piwnic była bardziej skomplikowana, zależała bowiem od lokalizacji danego mieszkania. Piwnice pod budynkiem Muzeum przysługiwały Lupinkom oraz mieszkającym po przeciwnej stronie korytarza Peroutkom, o których opowiem w kolejnym odcinku. Natomiast rodziny Holeksów i Ferfeckich korzystały z piwnicy o długości 8 m, znajdującej się pod północną połową budynku obecnej kuźni i ciągnącej się dalej na północ. Do piwnicy, cechującej się efektownymi sklepieniami, prowadziło osiem schodków. Dziś jest zasypana, a na jej powierzchni posadowiony został XIX-wieczny młot podrzutowy do kucia kos. Sam obiekt kuźni jest również reliktem, pamiętającym prapoczątki założenia hutniczego. Pierwotnie pełnił rolę oficyny, połączonej z częścią mieszkalną dla hutmistrzów, w której znajdowała się pralnia, służąca lokatorom budynku aż do 1969 r. W powojennym okresie ten podłużny budyneczek podzielono na dwie części – zachodnie wejście, używane do dziś, prowadziło do łaźni, w której, jak wspominał Stanisław Ferfecki, w soboty kąpały się po kolei całe rodziny. Południowe wejście należało natomiast do pralni, do której można było dostać się tylko od strony ogrodu. Była to zamknięta przestrzeń, zaopatrzona w wybitnie dobre, stare odmiany krzewów i drzew owocowych oraz, obowiązkowo, w wędzok. Każdy z lokatorów miał możliwość hodowli zwierząt, dlatego też w dawnej masztalni hutmistrzów urządzono szopki, przydzielone poszczególnym rodzinom. Pierwotnie do kolejnych pomieszczeń przechodziło się łukowato sklepionymi wnękami, które z czasem zostały zamurowane. Dziś w budynku tym, podniesionym na piętro, znajduje się część skansenu rolniczego, magazyny eksponatów wielkogabarytowych oraz archiwum. Wówczas jednak były to po prostu chlywki, w których królowały kury, króliki, świnki, kozy, zaś od północy, tam gdzie dziś stoi zabytkowy trak, wybudowano do dyspozycji każdej z rodzin betonowe zbiorniki na obornik. Na podwórzu, będącym obecnie przestrzenią skansenu oraz ogródka sensorycznego, znajdowała się studnia oraz piaskownica dla dzieci, a przede wszystkim dawna stodółka hutmistrzów, w której urządzono mieszkanie dla Jana Rycko i jego rodziny. Dziś, po modernizacji, w dawnej stodółce działa Domek Pracy Twórczej. Na północ od dzisiejszego Muzeum, aż do historycznego młyna Kralów (później Kieconiów) ciągnęły się dawne ogrody i sady hutmistrzów. Tam też powojenni mieszkańcy mogli uprawiać ziemniaki oraz inne warzywa. Stan ten trwał do 1954 r., kiedy wzniesiono internat Technikum Mechanicznego.

Pani Maria Budniok, której przy tej okazji serdecznie dziękuję za podzielenie się cennymi wspomnieniami, opowiedziała nam jeszcze dwie ciekawostki. Otóż w latach 60. pod szczytem głównej fasady budynku przyszłego Muzeum zainstalowano ponownie herb Komory Cieszyńskiej. Uroczystość ta, będąca z całą pewnością inicjatywą Jana Jarockiego, odbyła się przy dźwiękach orkiestry kuźniczej pod batutą Bolesława Midra. Natomiast w głównym hallu naszego gmachu znajdowała się żeliwna tablica, informująca o fundatorach oraz dawnym przeznaczeniu obiektu. Ten cenny artefakt zniknął po 1969 r., kiedy wyprowadzili się ostatni lokatorzy, a budynek zaadaptowano na szkołę. Pani Maria podczas każdej z wizyt w Muzeum wypatruje tej tablicy, lecz nie pozostał po niej żaden ślad.
Alicja Michałek, Muzeum Ustrońskie

