10.2 C
Ustroń
piątek, 5 czerwca, 2026

W dawnym Ustroniu: Z dziejów budynku Muzeum (część V)

Przestrzeń utracona, czyli jedyna znana nam fotografia, na której utrwalono łukowe sklepienia, zlikwidowane w muzealnych salach podczas ich adaptacji dla potrzeb szkoły. Wykonano ją wiosną 1947 r., niedługo przed wprowadzaniem się rodziny Lupinków. Na zdjęciu widzimy przyszłą sypialnię Lupinków, a zamurowane drzwi w tle prowadzić będą do ich kuchni. Bohaterowie zdjęcia uczestniczą w dokształcającym kursie przy szkole, co tłumaczy obecność Alojzego Waszka (pierwszy z prawej), któremu Jan Jarocki powierzył od września 1946 r. funkcję zastępcy kierownika Dokształcającej Szkoły Zawodowej Fabryki Brevillier-Urban w Ustroniu. Pozostałe rozpoznane osoby: 2. z lewej Helena Lipowczan (zd. Wacławik), 7. z lewej Adolf Lipowczan, 8. z lewej Nowak, 7. z prawej Halina Kojmianka, 5. z prawej Ludwik Lipowczan „Cesarski”, 3. z prawej Żarłokowa z Jelenicy, 2. z prawej Polokowa z Równi. Warto dodać, iż fotografia została wykonana w dzisiejszym pokoju dziecięcym na muzealnej wystawie etnograficznej.

W poprzednich 4 odcinkach tego cyklu poznaliśmy lokatorów, których los związał z zabytkowym budynkiem naszego Muzeum od czasów funkcjonowania Huty „Klemensa” do 1969 r. Wtedy to bowiem ten historyczny gmach opuścili ostatni mieszkańcy, co miało związek z planami utworzenia w nim placówki muzealnej. Zbliżał się rok 1972 r., czyli 200-lecie ustrońskiego przemysłu, czas był zatem idealny. Głównym inicjatorem powstania Muzeum został Jan Jarocki, wieloletni dyrektor ustrońskiej Kuźni, zatrudniony w zakładzie od 15 lutego 1931 r. (wówczas działał on jako Fabryka Śrub i Wyrobów Kutych Brevillier-Urban). Już w 1965 r. Jarocki, jako główny mentor i konsultant Społecznego Komitetu Upiększania Miasta Ustronia, opracował memoriał w sprawie ochrony przyrody i techniki na terenie Ustronia, który spotkał się z uznaniem dyrekcji Kuźni Ustroń oraz prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Zgodnie z wizją Jana Jarockiego gmach Muzeum miał być połączony krytym przejściem z przeszklonym pawilonem, przystosowanym do prezentowania największych artefaktów poprzemysłowych. Podstawą pawilonu miała stać się żeliwna konstrukcja, odlana w Ustroniu w 1897 r. dla potrzeb wystawy światowej w Wiedniu. Owe filary przez lata stanowiły fundament fabrycznej stolarni, jednakże, mimo starań, nie udało się ich pozyskać nawet w związku z zakończeniem działalności Kuźni. Ponadto Jarocki planował, korzystając z nadzoru ze strony urzędu górniczego, odtworzyć pod Jelenicą fragment dawnej sztolni, czyli kopalni rudy żelaza, zaś na terenie dawnej Młotowni „Teresy” w Polanie udostępnić do zwiedzania istniejący do dziś relikt turbiny Francisa. Natomiast w Parku Kuracyjnym, wzdłuż dzisiejszej ul. Parkowej, pragnął przywrócić aleję z replikami mielerzy do wypalania węgla drzewnego, było to bowiem pierwotne miejsce ich istnienia. Na początku lat 60. w tymże parku wydobyto spod ziemi wilka – niewytop z wielkiego pieca hutniczego, pochodzący z lat 80. XIX w., którego badanie Jarocki zlecił ekspertom z AGH w Krakowie. Zgodnie z jego planem zwiedzający, po obejrzeniu zbiorów w Muzeum oraz mielerzy w parku, mieli skierować się pod Kopieniec, a następnie aż na Polanę, aby „zaliczyć” całość ekspozycji. Nasz patron wierzył, iż adaptacje te nie będą wymagały wysokich nakładów, a szereg instytucji chętnie je sfinansuje. Komitet Upiększania Miasta zamierzał ochronić nie tylko zabytkowe maszyny kuźnicze, ale także wyposażenie drobnych zakładów rzemieślniczych oraz historyczne zabudowania, wystosowując szereg pism do odpowiednich władz. Początkiem stycznia 1967 r. w korespondencji Jarockiego zaczęła pojawiać się sprawa Dębu Sobieskiego, czynił bowiem wszystko, aby zbadać wiek drzewa i ustanowić go pomnikiem przyrody. Przedmiotem jego szczególnych zainteresowań stał się również tartak rodziny Kozłów przy ul. Ogrodowej, którego wyposażenie, tj. turbinę wodną i dwa gatry (traki), w tym jeden o archaicznej drewnianej konstrukcji, uważał za bezcenne zabytki. Były to czasy, kiedy relikty przeszłości spotykało się niemal za każdym rogiem.

Jan Jarocki (patron naszego Muzeum) wraz z małżonką Pelagią zd. Flanc

W 1970 r. budynek przy obecnej ul. Hutniczej 3 był już opróżniony z lokatorów i przygotowany do remontu, do którego władze Kuźni odnosiły się z pełną życzliwością. Tymczasem jednak pojawiły się trudności. 2 listopada 1968 r. przekazano do użytku Kuźnię w Skoczowie jako filię ustrońskiej fabryki. Zaplanowana dla nowego zakładu docelowa wielkość produkcji odkuwek nie została osiągnięta, co pogorszyło wyniki całego przedsiębiorstwa i stało się pretekstem do wchłonięcia obu kuźni w 1970 r. przez Wytwórnię Sprzętu Mechanicznego w Bielsku-Białej. Dwa lata później dyr. Ryszard Dziopak utworzył Fabrykę Samochodów Małolitrażowych i włączył do niej zakłady w Ustroniu i Skoczowie. W ten oto sposób Kuźnia, miejsce pracy tylu pokoleń ustrońskich robotników, stała się jednym z trybów samochodowego molocha, nagle oderwanym od własnej tradycji i tożsamości. W styczniu 1971 r. rozpoczął się wyczekiwany remont budynku, przeznaczonego na Muzeum, lecz po tygodniu wszelkie prace wstrzymano. Niedługo później dyr. Dziopak zawiadomił Jana Jarockiego w stosownym piśmie, iż ze względu na zbyt wysokie koszty remontu wycofuje się ze sprawy utworzenia placówki i poleca zlikwidować wszelkie prace przygotowawcze. Temat niezrealizowanego Muzeum frapował lokalną prasę, z której wycinki są skwapliwie przechowywane w naszych zbiorach. W 1971 r. Głos Ziemi Cieszyńskiej sugerował, aby w budynku urządzić siedzibę Powiatowego Ośrodka Sportu, Turystyki i Wypoczynku. Podawał, co następuje: „Przy ul. Hutniczej, w bezpośrednim sąsiedztwie Hotelu „Kuracyjnego”, od dwóch lat stoi pusty zabytkowy budynek, należący kiedyś do zarządu przemysłu ustrońskiego. Obiekt ten przekazano Kuźni Ustroń, która zamierzała urządzić w nim Muzeum Techniki. Obecnie, po reorganizacji zakładu, budynek jest w zasadzie bezpański. W jego pobliżu ma powstać muszla koncertowa, a więc centrum imprezowe uzdrowiska”. Z kolei w 1972 r., w związku z 200-leciem ustrońskiego przemysłu, Dziennik Zachodni grzmiał: „Z budynku tego wykwaterowano lokatorów, co mogło oznaczać rozpoczęcie prac przygotowawczych do organizacji placówki muzealnej. (…). Powybijane szyby w oknach i ogólne zaniedbanie starego domu nie przypominają troski właściciela o jego dalsze losy”. No właśnie…. Zbliżało się 200-lecie. Jarocki planował otwarcie Muzeum na 22 lipca 1972 r., a tymczasem uroczyste obchody 200-lecia przewidziano w grudniu. Natomiast w listopadzie podjęto decyzję o organizacji w piwnicy „Prażakówki” Izby Historii Kuźni Ustroń. Jej otwarcie nastąpiło 16 grudnia, wystawa obejmowała zdjęcia, plany oraz modele maszyn kuźniczych, a obsługiwali ją, dyżurując, długoletni pracownicy zakładu. Stan ten trwał do początku lat 80. Jan Jarocki, nie kryjąc żalu, nadal żył ideą powstania Muzeum, jednak propozycja zorganizowania substytutu placówki w piwnicy wydała mu się wręcz kuriozalna. Jego słynną wypowiedź przytoczył w swym „Dzienniku” Józef Pilch: „Dajcie mi spokój, ja 7 lat zabiegałem o Muzeum, a gdy już miałem budynek, pieniądze, dokumentację, to taki Ryszard Dziopak dyrektor FSM w Bielsku potrafił wszystko obalić i przekreślić decyzję samego ministra”. Cały swój gniew Jarocki skoncentrował na osobie Alojzego Waszka, z którym działał zgodnie w Komitecie Upiększania Miasta. Waszek był bowiem dyrektorem Technikum Mechaniczno-Kuźniczego, a gmach niedoszłego Muzeum ostatecznie przeznaczono na klasy szkolne. W 1972 r., po pospiesznej adaptacji, utworzono 5 przestronnych sal lekcyjnych, gdyż technikum, urządzone w murach Huty „Klemensa”, było wówczas szkołą bardzo popularną, a równoległe klasy prozaicznie nie mieściły się w  budynku głównym.Adaptacja gmachu administracji dawnej huty przyniosła, patrząc z perspektywy lat, opłakane skutki. W salach wyburzono ścianki działowe i zamurowano wewnętrzne przejścia, co było nieuniknione. Ale przy tej okazji zlikwidowano przepiękne łukowe sklepienia, pozostawiając je tylko w korytarzach i w niewielkiej części pomieszczeń pomocniczych. Podczas adaptacji na szkołę południową i północną piwnicę Muzeum połączono w jedną całość, aranżując w niej rodzaj świetlicy dla młodzieży socjalistycznej. Nad stromymi, wysokimi schodami, prowadzącymi ongiś do części północnej, do dziś zachował się, wyrysowany na ścianie, barwny napis ZMS. Uczniowie sami dbali o tę przestrzeń, obijając ściany okładziną boazeryjną oraz urządzając część rekreacyjną. Bardzo wielu leciwych już absolwentów do dziś odwiedza nasze progi, chcąc zobaczyć swe dawne sale lekcyjne, a przy okazji snując nostalgiczne wspomnienia. Skwapliwie pytamy ich o zamurowane przejścia i najczęściej otrzymujemy twierdzącą odpowiedź. Ostatnio kolejny z dawnych uczniów wspomniał o dwóch przejściach, z których jedno prowadzić miało do Hotelu „Kuracyjnego”, a drugie na wschód, wychodząc na skraju dzisiejszego boiska. Natomiast inny z niegdysiejszych absolwentów wyznał: „Podczas adaptacji piwnic na świetlicę nauczyciele surowo zabronili nam zapuszczać się w głąb ich południowej części, która była specjalnie odgrodzona. Znajdowało się tam przejście, które groziło zawaleniem. I myśmy tego zakazu przestrzegali, bo, szczerze mówiąc, bardziej nas wtedy interesowały dziewczyny niż jakieś podziemia”.

Otwarcie Muzeum – 18 kwietnia 1986 r. Od prawej: Lidia Nosal-Szkaradnik, Józef Kołaczyk (dyr. Kuźni w Ustroniu), Zbigniew Gburek (dyr. Szpitala Reumatologicznego, poseł na Sejm)

W 1979 r. dyrekcja Zakładów Kuźniczych ostatecznie podjęła decyzję o powstaniu Muzeum, co poprzedziło przekazanie w 1978 r. jednego pomieszczenia na piętrze na potrzeby kompletowania zbiorów. Na stanowisko organizatora całego przedsięwzięcia powołano Lidię Nosal (po mężu Szkaradnik), późniejszą długoletnią dyrektor naszej instytucji. To w jej ręce Jan Jarocki przekazał archiwalia, dokumenty, fotografie oraz eksponaty, gromadzone jeszcze od lat międzywojennych. Z okazji swych 80. urodzin wymieniał korespondencję, w której podzielił się refleksją z prof. Stanisławem Lorentzem, dyrektorem Muzeum Narodowego: „Obecnie z przyjemnością donoszę, że po 13 latach starań i walki przebiłem mur obojętności i moje ostatnie dzieło życia zaczyna już obecnie, przy poparciu dawnych przeciwników – forsownie się organizować”. Jan Jarocki zmarł 4 czerwca 1980 r., nie  doczekawszy nie tylko otwarcia wymarzonej placówki, ale nawet rozpoczęcia prac remontowych. „Obecnie spokojnie mogę zamknąć oczy, ponieważ zebrane dokumenty nie pójdą na makulaturę, a dostały się do rąk ludzi, którzy z takim samym zapałem jak i ja zabrali się do organizacji Muzeum” – pisał w liście do prof. Jerzego Bukowskiego. W 1981 r. oddano na potrzeby nowo tworzonej instytucji całe piętro zabytkowego gmachu. Sale na parterze nadal zajmowała szkoła, która opuściła budynek w czerwcu 1984 r., wraz z zakończeniem semestru letniego. Tego samego roku na piętrze rozpoczął się remont kapitalny, obejmujący wymianę stropów, instalacji i stolarki. Odnowiono także elewację, a prace finansowały Zakłady Kuźnicze wraz z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków. 40 lat temu – 18 kwietnia 1986 r. uroczyście otwarto Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa, z udziałem vicewojewody bielskiego Jana Wałacha, dyrektora FSM w Bielsku-Białej Ryszarda Weltera  oraz licznie przybyłych władz miejskich i zakładowych. Jak wspominała Lidia Szkaradnik: „Na otwarcie Muzeum wyremontowano jedynie piętro, natomiast korytarz i sale na parterze wyglądały tak, jak za czasów użytkowania obiektu przez Technikum Mechaniczno-Kuźnicze – na podłogach zdezelowane linoleum, na ścianach lamperia, a na korytarzu różne drewniane kanciapy”. 20 lipca tego samego roku instytucji uroczyście nadano imię Jana Jarockiego. W 1990 r. dyr. Szkaradnik rozpoczęła tworzenie skansenu przemysłowego na dawnym podwórzu hutmistrzów, a w latach 1987-92 przeprowadzono remont parteru zabytkowego budynku. W tym czasie, mimo niedogodności, Muzeum cały czas było czynne. Od 1992 r. placówka funkcjonuje jako zakład budżetowy Urzędu Miasta, a od 2004 r. nosi nazwę Muzeum Ustrońskiego im. Jana Jarockiego. Myślę, iż w dużym stopniu udało się spełnić oczekiwania naszego patrona. W części skansenowej od lat podziwiać można repliki sztolni i mielerza, zbiory Muzeum dynamicznie rosną, a pamięć o ustrońskim przemyśle jest szeroko przez nas popularyzowana. Większość faktów, zawartych w czterech pierwszych częściach tego cyklu, to nowe odkrycia, jeszcze dotąd nie publikowane. Serdecznie dziękuję wszystkim za pomoc w rekonstrukcji dziejów tego jakże ważnego budynku. Jednocześnie proszę o dalsze informacje, zwracając się szczególnie do dawnych mieszkańców i ich potomków oraz uczniów, pobierających przed laty nauki w muzealnych salach szkolnych.

Alicja Michałek, Muzeum Ustrońskie

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści