
Rozmowa z Rafałem Filipczykiem,
trenerem koszykówki
TRS Siła Ustroń
Jest Pan trenerem piątej w Polsce drużyny koszykarskiej. Jak się odnosi taki sukces?
Nadal trudno w to uwierzyć. Jeszcze kilka lat temu marzyliśmy o samym awansie do rozgrywek centralnych, a dziś jesteśmy piątą drużyną w Polsce. To przede wszystkim ciężka praca, nie tylko moja, jako trenera, ale przede wszystkim dziewczyn, i oczywiście rodziców, którzy są ważnym elementem tej układanki. To rodzice dowożą dzieci na treningi, poświęcają swój czas, a często nawet układają grafiki w pracy i życie rodzinne pod nasze treningi. Muszę też wspomnieć o innych trenerach w klubie, sponsorach, samorządzie i wszystkich ludziach, którzy nas wspierali. Wiele puzzli trzeba poukładać, żeby stworzyć układankę sukcesu.
Inne drużyny też wykonują taką pracę i mają wsparcie, ale to wy doszliście do
wielkiego finału.
To prawda, ale muszę powiedzieć, że wszystkie nasze zespoły od U14 do U10 zajmują w tym sezonie albo 1, albo 2 miejsca w swoich kategoriach. Stworzyliśmy w Ustroniu naprawdę solidną akademię. W drużynie U13 mamy wiele wybitnych zawodniczek, a w tym prawdziwą liderkę Milenę Niesyt, która jest na listach w szerokiej kadrze Polski już starszego (od swojego) rocznika U14. W szerokiej kadrze jest też Iga Uciecha, ale ona akurat w rozgrywkach grała w zespole U14. Prawdopodobnie będą kolejne reprezentantki
województwa i kraju, ale to się dopiero wyjaśni. Czekamy na informacje oraz powołania do ścisłej kadry, to byłoby spełnienie marzeń szkoleniowych.
W innych drużynach też są wyróżniające się dziewczyny, chyba musi być coś jeszcze.
Może zaskoczę odpowiedzią, ale tym składnikiem jest uśmiech i bardzo dobre relacje w drużynie pomiędzy samymi dziewczynami, a także między trenerami, a zawodniczkami. Bardzo dobrze się rozumiemy, mamy te same cele i ciężko nad nimi pracujemy, ale umiemy przede wszystkim też razem się śmiać. Dziewczyny wprowadzają różne rytuały świętowania np. strzelają wodą gazowaną, jak szampanem. Na finał przefarbowałem włosy na fioletowo, bo taka była umowa, że zrobimy to, gdy awansujemy do ścisłego finału. Jest chemia między nami, dobrze się razem czujemy, mamy tzw. team spirit, a bez tego nie może być drużyny. W sportach drużynowych albo się wygrywa zespołem, albo przegrywa jednostkami.
Od jakiego wieku te dziewczyny grają?
Najczęściej od 7, 8 roku życia, czyli od 1, 2 klasy szkoły podstawowej, zdarzają się 6-latki. Nie od razu grają w piłkę czy ćwiczą dwutakt, najpierw jest to motoryka, motoryka i jeszcze raz motoryka, czyli zwinność, koordynacja ruchowa i dużo lekkoatletyki, bo lekkoatletyka jest królową sportu. Wszystkie sporty bazują na lekkiej atletyce, bez niej i bez motoryki nie zbudujemy kapitału początkowego. Potem może dojść piłka, a następny krok to budowanie drużyny. Skupiamy się na pracy w grupie, robimy dużo ćwiczeń, które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać chaotyczne. To ważny element, bo dziecko uczy się reagować prawidłowo w trudnych warunkach meczu, kiedy wpływa na nie mnóstwo czynników – trener, rodzice, reporterzy, pełne trybuny. Na przykład w Zgorzelcu na półfinałach mistrzostw był bardzo silny doping gospodarzy skierowany przeciwko rywalom, w hali strzelały petardy i dziewczyny się autentycznie bały. To były ekstremalne doświadczenia, zazwyczaj kibice zachowują się fair play, ale bodźców nie brakuje i trzeba się w takiej rzeczywistości odnaleźć.

Jakaś złota zasada, którą Pan stosuje i kładzie na nią szczególny nacisk?
Dyscyplina. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że dzieci rozmawiają podczas treningu, kiedy tłumaczę albo prowadzę zajęcia. Na to jest czas w szatni. Nie wyobrażam sobie, że w czasie treningu dziecko siada, przykuca. Jeśli jest jakiś kłopot, trzeba mi o tym powiedzieć. Kiedy jest trening, to ma być trening. Dyscyplina musi być, powiem nawet rygor. Wbrew pozorom młodzi ludzie dobrze się w tym czują. Mamy też taki system, że każdy trener odpowiada za inne rzeczy. Ja dobrze odnajduje się w taktyce, operowaniu ruchem piłki i obronie. Trenerka Kamila jest bardzo dobra w ćwiczeniach motorycznych, ma uprawnienia trenera motoryki w grach zespołowych oraz w ćwiczeniach rzutowych. Rajmund jest niezastąpiony w naborze dzieci, a Marcelina odpowiada za pierwszy krok w koszykówce dziewcząt, gdzie właśnie uśmiech i zabawa jest najważniejsza. Każdy widzi co innego, wyłapujemy błędy, korygujemy. No i trzecia rzecz z tych kluczowych, dbałość o detale. Dla mnie szczegół jest najważniejszy – ustawienie nóg, dłoni, pozycja ciała, chwyt piłki. To wszystko ma znaczenie, dzięki szczegółom wygrywa się mecze. Jeżeli wyeliminujemy złe nawyki, wprowadzimy dobre na poziomie minikoszykówki, to staną się one doskonałą bazą do rozwoju. Wprowadzenie prawidłowych zachowań na treningach sprawia, że podczas meczów, dziewczyny wiedzą, co robić. Działa mechanizm i instynkt, co jest bardzo ważne.
Jednak mamy utrwalony obraz trenera, który stoi przy linii i krzyczy do zawodników, co mają robić.
Są takie mecze, kiedy to jest potrzebne, ale na poziomie wojewódzkim większość meczów obserwuję, a dziewczyny robią swoje. Na poziomie ogólnopolskim dziewczyny naprawdę mnie zaskoczyły, mimo że mam dużą wiarę w ich umiejętności. Same proponowały taktykę np. kto kogo kryje na podstawie analizy gry przeciwniczek i ich warunków fizycznych.
Czyli nie tylko pracujecie nad sobą, ale też obserwujecie rywalki?
Oczywiście, mamy XXI wiek, są nagrania na YouTube, trzeba tylko poświęcić noce na ich oglądanie. Wymaga to czasu, ale jest to nieodłączna częścią pracy trenera. Często też rozmawiam z innymi trenerami, wymieniamy się uwagami, kto jak gra. Takie przygotowanie teoretyczne zdało świetnie egzamin podczas kluczowego meczu ze Zgorzelcem, po którym awansowaliśmy do finałów MP. Wiedzieliśmy, że są cztery kluczowe zawodniczki, przeanalizowaliśmy dokładnie, która jak rzuca, skąd, jakie robią manewry. No i tylko dwie zawodniczki rzuciły ponad 10 punktów, pozostałe nie zbliżyły się do swojej średniej punktowej.
Ale przeciwnicy też was oglądają.
Tak, ale odnoszą z tego mniejsze korzyści, dlatego że my gramy bardziej spontanicznie. Inne drużyny bazują na poukładanej koszykówce, opracowują konkretne układy, a te łatwo rozpracować. U nas jest czysta gra. Mówię często dziewczynom, że mają się po prostu cieszyć grą i one to robią, intuicyjnie tworzą taktykę na bieżąco. Skupiamy się głównie na grze jeden na jeden. Uważam, że do 15 roku życia powinno się grać tylko jeden na jeden, bo im więcej lat ma zawodnik, tym trudniej to wyszkolić. Zresztą takie są wytyczne programu z PZKOSZa w którym uczestniczymy „Młode Asy Parkietu”, który realizujemy w szkołach podstawowych w Ustroniu. Nie wszyscy się tego trzymają, ale my się staramy realizować to, czego kadra Polski wymaga, dzięki temu dziewczyny są zauważone i powoływane na te najwyższe, na razie wojewódzkie, ale mam nadzieje, ze w przyszłości również na krajowe szczeble.
Z Pana wypowiedzi wynika, że dużą rolę odgrywa myślenie.
Koszykówka to gra dla ludzi inteligentnych, więc dziewczyny muszą myśleć na parkiecie przez całe 40 minut. To są szachy na boisku. Koszykówka wymaga nie tylko wysiłku fizycznego, ale też intelektu, umiejętności planowania, przewidywania, kreacji, refleksu, improwizacji, długo by wymieniać…
Co daje 5 miejsce w kraju drużyny, którą się trenuje, oprócz radości, prestiżu, satysfakcji?
Sławę! Żartuję, choć muszę powiedzieć, że sporo osób do mnie dzwoni z różnymi propozycjami, mówiąc, że Ustroń jest mały, więcej w nim nie zdziałam, że nie ma szkoły średniej, żeby zachować ciągłość treningów starszych roczników…
Mają rację.
Tak, ale na ten moment praca tutaj mnie satysfakcjonuje. Istniejemy od 2019 roku, potem był Covid i wystartowaliśmy w rozgrywkach w 2020 roku. W ciągu 6 lat dwa razy zagraliśmy w finale Mistrzostw Polski, zajmując 8 i 5 miejsce. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, mogło być lepiej, ale cieszymy się z osiągniętych wyników. Jako trener, działacz i główny koordynator sekcji koszykówki mam świadomość, że mimo ogromnych nakładów pracy, finał Mistrzostw Polski może się już nie powtórzyć. Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, ale będziemy robić dalej konsekwentnie swoje.
Wszyscy jesteśmy dumni z dziewczyn, ale nie mogę nie zapytać, dlaczego nie zajęliście wyższego miejsca?
W drugim meczu w fazie grupowej zagraliśmy najsłabszy mecz w sezonie, ale zawsze się takie spotkanie zdarza w sezonie, o którym nie chce się pamiętać. Nie da się być cały czas na wznoszącej. Co najgorsze, zagraliśmy ten mecz z zespołem, który dobrze znamy, bo to jest nasz rywal w tym roczniku od lat. Wygraliśmy z nim dwa razy w sezonie zasadniczym i baliśmy się tego meczu, powiem szczerze, bo stare przysłowie mówi, że do trzech razy sztuka. No i niestety się przysłowie sprawdziło, a nasze dziewczyny przegrały z kretesem. Mecz był bardzo ostry, sędziowie na dużo pozwalali i kto grał agresywniej, ten wygrał. Dziewczyny z Raciborza mają ksywkę pantery i w tym spotkaniu rzuciły się na nas jak te pantery. Przegraliśmy głównie mentalem i przez kontuzje. Fizjoterapeutka robiła, co w jej mocy, żeby dziewczyny dograły Mistrzostwa, a warto dodać, że ze strony dziewczyn było to naprawdę duże poświęcenie i ogromny wysiłek fizyczny. Na finał Mistrzostw Polski nie przyjeżdża się na jeden mecz, liczy się wytrzymałość i zdrowie, a do tego emocje, determinacja, wola walki. Mieliśmy to wszystko, ale wystarczyło na 5. Miejsce i naprawdę jesteśmy z tego dumni!
Czego potrzeba ustrońskiej koszykówce, by mogła się rozwijać i cieszyć nas
swoimi sukcesami?
Nie tylko ustrońskiej koszykówce, ale też piłce ręcznej, piłce nożnej, tyczce i wszystkim innym dyscyplinom potrzeba hali sportowej. Zgadzam się z trenerem Piotrem Bejnarem z MKS -u Ustroń, że potrzebujemy hali pełnowymiarowej, ale patrząc przyszłościowo, moim zdaniem trzeba pójść dalej i wybudować halę, którą będzie można podzielić na trzysektorową. Dzięki temu ja jako trener koszykówki mógłbym w półtorej godziny zrobić trzy treningi jednocześnie. W ten sposób mieściłyby się wszystkie dyscypliny, zostałby czas na komercyjne wynajmowanie hali, bo na to też nie brakuje chętnych. Do tego dochodzi możliwość treningów dla drużyn z zewnątrz, które wsparłyby jeszcze miejscowe obiekty hotelowe, przyjeżdżając na zgrupowania w czasie wakacji. Hala nie powinna działać przy szkole, bo wtedy są problemy organizacyjne o których nie chcę mówić szczegółowo. Hala powinna funkcjonować jak odrębny obiekt sportowy. Ustrońscy sportowcy udowodnili nieraz, że są w stanie ciężko pracować i osiągać wyniki na miarę czołówki krajowej. Ta hala im się należy, należy się naszym dzieciom, naszej młodzieży i aktywnym dorosłym. Moim zdaniem to priorytetowa inwestycja dla Ustronia i jego mieszkańców. Marzę o dniu, w którym już nikt nie będzie mówił „w Ustroniu też grają w koszykówkę”, tylko „jeżeli dziewczyna chce dobrze grać w koszykówkę – jedzie do Ustronia!”. Mocno wierzę, że jesteśmy w stanie zbudować w naszym mieście jeden z najlepszych ośrodków szkolenia koszykówki dziewcząt nie tylko w okolicy, ale i w Polsce. Żeby jednak to osiągnąć, potrzebujemy nowoczesnej hali sportowej, a przynajmniej na początku większy dostęp do pełnowymiarowej hali sportowej.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Monika Niemiec

