17 C
Ustroń
czwartek, 23 lipca, 2026

Bliżej natury: O ćmach – wielkich i kolorowych

Motyle uchodzą za bodaj najpiękniejsze owady na świecie, a wiele z nich zachwyca niezwykłymi, jaskrawymi i rzucającymi się w oczy kolorami skrzydeł. Do tego ich lot – u większości gatunków niby chaotyczny i nieprzewidywalny, rozchwiany, niezborny i jakby zmierzający wprost do „pięknej katastrofy”. Ale jest w nim jednocześnie coś hipnotyzującego, co sprawia, że chciałoby się latający „klejnocik” pochwycić i przyjrzeć mu się z bliska, nacieszyć nim oczy. Motyle podziwiają więc nie tylko zapaleni i wyedukowani miłośnicy przyrody (również ci, których zachwyt niestety materializuje się w formie kolekcji setek i tysięcy ponabijanych na entomologiczne szpilki owadów), ale również jej „zwykli” i codzienni obserwatorzy i odbiorcy.

Rzecz w tym, że ta miłość i zachwyt nad pięknem i barwnością dotyczy w istocie garstki gatunków motyli, w zdecydowanej większości tych zwanych powszechnie dziennymi. Do tej pory opisano ponad 160 tysięcy gatunków motyli, jednak według naukowców nasza wiedza wciąż pozostawia w tym zakresie wiele do życzenia. Spośród tej czeredy do motyli dziennych można zaliczyć ledwie ok. 20 tysięcy gatunków. Natomiast całą, dominującą resztę stanowią tak zwane ćmy, czyli motyle nocne. Te stosunki pomiędzy liczbą gatunków motyli dziennych a motyli nocnych są jeszcze bardziej zróżnicowane w przypadku naszego
kraju. Naukowe źródła podają, że w Polsce występuje raptem ok. 160 gatunków motyli dziennych (wśród nich znane bodaj wszystkim rusałki, pazie, bielinki, modraszki…) i co najmniej 3 tysiące gatunków motyli nocnych. W miastach i na terenach zurbanizowanych ta różnorodność jest mniejsza. Rozmawiając z wieloma ludźmi – bardzo różniącymi się pod względem wykształcenia, przyrodniczej wiedzy i wrażliwości – spotykam się z zaskakująco zgodną opinią, że motyle (te dzienne i kolorowe) to motyle, a ćmy to ćmy, tak jakby były to zupełnie odrębne grupy owadów. Nic bardziej mylnego – to dokładnie te same pod względem systematycznej przynależności stworzenia, wspólnie tworzące rząd motyli, czasem zwanych łuskoskrzydłymi od łacińskiej nazwy Lepidoptera. Natomiast słowo „ćma”  ma prasłowiańskie konotacje, odnosi do ciemności i mroku, nawiązuje wprost do nocnej lub (co jest właściwszym określeniem) poza dziennej aktywności większości motyli nocnych i ich niejako mrocznego lub ponurego wyglądu. W powszechnym bowiem odczuciu paleta barw, jaka kojarzy się z ćmami to szarości, beże i brązy.

W moim odczuciu zdecydowanie warto wyjść poza strefę estetycznego komfortu i znaleźć w sobie nieco wrażliwości i otwartości na dostrzeżenie i poznanie ciem. Stworzeń, które po pierwsze próbują skutecznie uciec przed naszym wzrokiem przytłumionymi i szarobrązowymi (zwykle) barwami, a po drugie – aktywnie żyją w nocy, o zmierzchu lub wczesnym rankiem, kiedy to my zwykle unikamy nadmiernej aktywności. Przy bliższym  poznaniu okazuje się, że ćmy potrafią stroić się w całkiem bogaty i zróżnicowany, a przy tym elegancko dobrany i harmonijny zestaw barw. Na dodatek wiele gatunków motyli nocnych to prawdziwi giganci i rekordziści pod względem rozpiętości skrzydeł wśród całej motylej rodzinki. Rzecz ułatwia jedna z cech, którą zwykle wymienia się jako różnicę pomiędzy motylami dziennymi a nocnymi: ćmy przeważnie odpoczywają ze skrzydłami rozłożonymi na boki lub złożonymi dachówkowato, co pozwala na podziwianie ich barw, a tymczasem motyle dzienne najczęściej składają skrzydła pionowo nad ciałem, pokazując mniej kolorowe ich spody.

Za największego motyla uchodzi żyjąca w lasach tropikalnych Ameryki Środkowej i Południowej ćma Thysania agrippina, której szarobiałe i pokryte czarnobrązowymi liniami skrzydła mają rozpiętość dochodzącą do 31 cm! Niewiele ustępuje jej ćma pawica atlas z Azji Południowo-Wschodniej, której czerwono-brązowe skrzydła mają powierzchnię do 400 cm² i rozpiętość do 30 cm. Godną swej wielkości nazwę nosi ćma Herkulesa, występująca w Australii i Nowej Gwinei, ze skrzydłami osiągającymi rozpiętość do 28 cm, aczkolwiek niepotwierdzone doniesienia mówią nawet o 36 cm! Na tle tych motylich gigantów dosyć skromnie prezentuje się największy motyl spotykany w naszym kraju, którym jest zmierzchnica trupia główka, zaliczana – co oczywiście nie powinno być zaskoczeniem –
do ciem, a konkretnie do rodziny zawisakowatych. Przy rozpiętości skrzydeł mierzącej 12-14 cm, waga tego motyla może dochodzić do 10 gramów, co czyni go nie tylko największym, ale i najcięższym spośród wszystkich krajowych motyli.

Jakoś specjalnie dotąd nie frapowały mnie motyle rozmiary, a rankingi dotyczące ich wielkości nie wzbudzały mojej ekscytacji czy chociażby większego zainteresowania. Nie miałbym więc śmiałości, aby tymi kwestiami zanudzać Czytelników Ustrońskiej, gdyby nie dwa jakże ekscytujące, a poniekąd i inspirujące niedawne spotkania z ćmami o godnych uwagi rozmiarach. – Oto pośród zieleni jakiegoś przydrożnego krzaczka zwróciła moją uwagę zupełnie nie pasująca do „okoliczności przyrody” różowawo-fioletowa plama. Po uważniejszym przyjrzeniu się plama okazała się odwłokiem zawisaka tawulca, o pięknie brzmiącej łacińskiej nazwie Sphinx ligustri. Przednie skrzydła tej ćmy mają barwy bardzo ćmawe, że tak powiem, czyli brunatne z ciemniejszym pasem i jaśniejszymi wstawkami, ale
tylne są różowe z czarnymi paskami. Barwy raczej stonowane, mało rzucające się w oczy, ale rozpiętość skrzydeł imponująca – na moje oko w przypadku napotkanego okazu (z racji masywnego, wręcz rozdętego odwłoka zapewne była to samica) wynosząca ponad 10 cm! I rzeczywiście, według różnych naukowych źródeł zawisak tawulec jest jednym z największych rodzimych gatunków motyli, którego skrzydła osiągają nawet do 12 cm rozpiętości.

Kiedy tak wertowałem i przeglądałem różne opracowania dotyczące motyli występujących w Polsce i ich największych przedstawicieli, w oko wpadło mi zdjęcie kolejnej ćmy o rekordowych rozmiarach – pawicy gruszkówki. Ze skrzydłami o rozpiętości nawet ponad 16 cm nosi dumny tytuł największego motyla Europy! Nieco rozczarowująca była natomiast informacja, że w Polsce ćma ta nie występuje, chociaż na podstawie obserwacji sprzed kilkudziesięciu lat (do których należy jednak podchodzić z dużą rezerwą i ograniczonym zaufaniem) bywa zaliczona do naszej krajowej entomofauny. Jakież było moje miłe zaskoczenie, kiedy krótko potem, wędrując przez jedną z albańskich wiosek, ujrzałem właśnie pawicę gruszkówkę! Co innego czytać i oglądać zdjęcia, a co innego podziwiać w realu, jakiż to piękny i ogromny motyl. Kiedy tak w gronie podobnych mi pasjonatów cmokaliśmy z zachwytu nad wielkością i kompozycją barwą „pawich oczek” na skrzydłach, przykładaliśmy dłonie, aby uchwycić niespotykaną na co dzień wielkość motyla (jakieś 15 cm!) i przepychaliśmy się, by zrobić jak najlepsze zdjęcie, podeszła do nas zaciekawiona starsza Pani, która ledwo co sprzedawała nam w knajpce kawę. Rzuciła okiem, machnęła ręką, coś krótko powiedziała do naszego przewodnika-tłumacza i wróciła za bar. Cóż, okazało się, że Pani barmanka była rozczarowana wielkością „naszej” pawicy – przecież lokalsi większe ćmy wyganiają wieczorami z domów…

Tekst i zdjęcie: Aleksander Dorda

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści