18.9 C
Ustroń
środa, 16 września, 2026

Szkoda życia na picie

Joanna Popczyk, prezes Ustrońskiego Stowarzyszenia Trzeźwościowego „Rodzina”. Fot. z arch. domowego

Rozmowa z Joanną Popczyk,
prezesem Ustrońskiego Stowarzyszenia
Trzeźwościowego „Rodzina”

W zeszłym roku stanęła Pani na czele „Rodziny”. Czy w związku z tym coś się zmieni w jej funkcjonowaniu?

Po 15 latach w zeszłym roku zmienił się Zarząd Stowarzyszenia, a ja objęłam funkcję prezesa. Należę do „Rodziny” od kilkunastu lat i już wcześniej współpracowałam z szefem Ryszardem Głowińskim. Dobrze się rozumieliśmy i w pewnym sensie moja praca, będzie kontynuacją działań poprzedników. Mamy trochę świeżych pomysłów i dużo sił, jak to nowi ludzie. Dobrałam sobie do Zarządu ludzi, którym ufam i o których wiem, że pomogą mi w pracy. Wszyscy pracują społecznie i z wielkim zaangażowaniem.

Jakie ma Pani plany?

Chciałabym, żeby trochę bardziej nas było widać w Ustroniu. Stowarzyszenie Trzeźwościowe działa bardzo prężnie i jesteśmy w stanie pomóc wielu ludziom oraz dać wsparcie naszym członkom. Działają trzy grupy mitingowe, a to dużo jak na takie miasto jak Ustroń. Mitingi odbywają się pięć razy w tygodniu i, co bardzo ważne, działa grupa kobieca. To rzadkość, tym bardziej zapraszam. Uważam, mamy bardzo dobrą ofertę dla osób, które potrzebują pomocy w poradzeniu sobie z uzależnieniem od alkoholu.

A jeśli chodzi o inne substancje?

Mam świadomość, że teraz bardzo dużo osób zażywa różne środki odurzające, narkotyki, leki, problemem są uzależnienia behawioralne od internetu, pornografii, hazardu, zakupów, social mediów. My, że tak powiem, specjalizujemy się w uzależnienie od alkoholu, ale nie odrzucimy nikogo, postaramy się pokierować do innych organizacji, ośrodków czy instytucji.

Na czym polega wasza pomoc osobom uzależnionym od alkoholu?

W naszej siedzibie organizowane są mitingi w formule Anonimowych Alkoholików. Ta wspólnota powstała w latach 30. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych, kiedy nikt nie umiał poradzić sobie z osobami uzależnionymi od alkoholu. Medycyna w tej kwestii była bezsilna, a sposób znalazło dwóch mężczyzn – lekarz i biznesmen, którzy zaczęli rozmawiać o swoich problemach i dzielić się swoimi doświadczeniami. I to właściwie tyle. Do dzisiaj formuła działania AA właśnie na tym polega. Nie trzeba żadnych skierowań, formalności, zapisów, po prostu przychodzi się na miting, na którym nikt o nic nie pyta, nie ocenia, nie
sprawdza, wystarczy wejść.

Wspólnota budzi złe skojarzenia, czasem ironiczny uśmiech…

Tak, że to jakaś sekta albo jakiś najgorszy margines, ci co leżą pod płotem. AA zapoczątkowali wykształceni ludzie, którzy byli bezsilni wobec alkoholu. Alkoholizm to demokratyczna choroba, dotyka przedstawicieli wszystkich zawodów, grup społecznych, ludzi w każdym wieku i o każdym statusie majątkowym. Nie jest istotne, czy pije się drogą whiskey, czy tanie wino, ostatecznie cierpnie jest to samo. Wspólnota do dzisiaj działa według najczystszych zasad, jakie można sobie wyobrazić. Nie jest sformalizowana, nie jest związana z żadną opcją polityczną, z żadną władzą, nie zarabia pieniędzy, nie ma hierarchii. Jej twórcy odkryli, że z uzależnienia można się wyzwolić poprzez spotkanie, dzielenie się swoimi doświadczeniami, rozmowę, obecność drugiego człowieka z podobną historią. Mimo rozwoju medycyny i powstania różnych skutecznych metod, AA dalej jest pomocne i zalecane.

Wracając do działalności Stowarzyszenia „Rodzina”, jak się ono ma do wspólnoty AA?

Jako Stowarzyszenie podejmujemy działania informacyjne, profilaktyczne, wspierające, pomocowe dla osób uzależnionych i współuzależnionych i rozpowszechniamy wiedzę na temat uzależnień. Większość członków Stowarzyszenia jest albo była członkami wspólnoty AA, ale na mitingi może przyjść każdy i nie musi należeć do Stowarzyszenia. Jako Stowarzyszenie prowadzimy też Klub Abstynenta, który działa w dni, kiedy nie ma mitingów. To ważne, że jest miejsce, do którego zawsze można przyjść, gdzie jest jakiś gospodarz, człowiek, który nie będzie o nic pytał, ale zawsze wysłucha. Myślimy o tym, żeby zatrudnić psychologa lub specjalistę od terapii uzależnień choć na jeden dzień w tygodniu, ale na razie to plany. Na pewno jest duże zapotrzebowanie na tego typu pomoc.

Kto powinien zwrócić się o pomoc, przyjść na miting AA?

Ktoś, kto uważa, że nie radzi sobie z alkoholem. Tylko, że jeśli ktoś ma ten problem, to trudno mu go zauważyć. Czuje, że coś jest nie tak, ale to raczej inni wysyłają sygnały. Na początku szuka się po omacku, chaotycznie, ogranicza się picie, zwiększa kontrolę, zmienia substancje, gatunki alkoholi, ale na dłuższą metę to nie rozwiązuje problemu, bo tym problemem nie jest to, że się odurzamy, tylko dlaczego to robimy.

Dlaczego?

Ludzie nie radzą sobie z emocjami, z bólem, samotnością, lękiem przed odrzuceniem, problemami dnia codziennego. Piją, żeby sobie pomóc, a tymczasem alkohol coraz bardziej komplikuje im życie, bo utrudnia pracę, relacje, codzienne funkcjonowanie, pochłania sporo pieniędzy. Gdy ktoś to dostrzeże i ma refleksję, że chciałby coś zmienić, to wspaniale, ale to się rzadko zdarza. Najczęściej w jakiś sposób zostajemy przymuszeni do sięgnięcia po pomoc. Narzekająca żona, mąż, rodzice, ale częściej ktoś obcy na przykład pracodawca dający ultimatum albo lekarz, kiedy odmawia kolejnego L4 na kacu. Dla osoby uzależnionej pójście po pomoc jest bardzo trudnym krokiem, ale nie znam nikogo, kto by żałował.

Czy jako społeczeństwo jesteśmy świadomi problemów związanych z nadużywaniem alkoholu?

Ta świadomość rośnie, ale dalej jest bardzo niska. Jest w naszym społeczeństwie przyzwolenie na picie i krytyka oraz wytykanie palcami, gdy ktoś chce się leczyć. Jako Stowarzyszenie mamy w planach zorganizowanie spotkań z osobami, które mogą pokierować w dobrą stronę, czyli lekarzami, przedstawicielami służb, nauczycielami, pracownikami opieki społecznej. Oni najczęściej obserwują w swojej pracy skutki nadużywania alkoholu.

Można samemu przestać pić?

Znam takich ludzi, którzy się zaparli i nie piją wiele lat, podziwiam, choć nie wiem, czy im się dobrze żyje. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie chodzi tylko o to, żeby nie pić alkoholu, ale żeby życie bez alkoholu było szczęśliwe. Tego można się nauczyć. Nie łatwo, nie szybko, ale można i dla wielu osób, które do nas trafiły, trzeźwienie oznacza rozwój osobisty, poznawanie siebie, świata emocji, tego wszystkiego, co przez lata tłumił alkohol. To odkrywanie życia na nowo.

Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała: Monika Niemiec

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści