
Rozmowa z Gazdami powiatowo-gminnych
Ustrońskich Dożynek 2026
Renatą i Marcinem Sikorami z Goleszowa
Proszę opowiedzieć o gospodarstwie, które Państwo prowadzicie.
Marcin Sikora: To gospodarstwo o długiej rodzinnej tradycji. Wcześniej należało do mojego taty, a jeszcze wcześniej do dziadka i pradziadka. Zawsze to było gospodarstwo hodowlane, nastawione na produkcję mleka, a dzięki pracy poprzedników i teraz naszej, stale rozwijane i sukcesywnie powiększane. Rodzice wciąż nas wspierają, więc można powiedzieć, że gospodarujemy wielopokoleniowo.
Zwłaszcza gdy włączymy w to jeszcze córki…
Renata Sikora: Tak, one też są częścią tego zespołu. Najstarsza Lena ma 16 lat, Natalia 13, a najmłodsza Ewa 4. Każda się angażuje na miarę swoich możliwości.
Czy są już plany, która przejmie schedę po rodzicach?
Renata Sikora: Na razie o tym nie myślimy.
Czy Pan chciał zostać rolnikiem?
Marcin Sikora: Od dziecka i dokładnie wiedziałem, na czym polega praca i życie rolnika, bo pomagałem rodzicom od małego. Część gospodarstwa dostałem od taty w 2006 roku w wieku 23 lat, kiedy byłem jeszcze na studiach. No i chyba nie zawiodłem, bo potem przekazał mi całość.
Czy miał Pan kiedyś inne marzenia, na przykład, żeby wieść bardziej beztroskie życie, nie być tak związany pracą?
Marcin Sikora: Nie, czasem tylko jest problem z tym, że nie mamy kiedy pojechać na wakacje z rodziną. W czasie, gdy córki mają wolne od szkoły, jest najwięcej pracy w gospodarstwie. Praca jest zresztą cały rok, ale na szczęście pomagają rodzice, więc udaje się wygospodarować czas na wspólny wyjazd.
Jednak dzieci rolników mają więcej obowiązków niż ich rówieśnicy.
Marcin Sikora: To prawda, jednak nie postrzegałbym tego jako problem. Uczą się od dziecka odpowiedzialności, obowiązków, ale też są bardziej osadzone w rodzinie, na ojcowiźnie. Nie ma już też problemów z jakimś wykluczeniem, bo współcześni rolnicy to ludzie wykształceni, bywali w świecie, żyją tak jak inni i na pewno nie można powiedzieć, że słoma im z butów wystaje.
Pani też pochodzi z rolniczej rodziny?
Renata Sikora: Nie, chociaż pochodzę z Goleszowa. Mieszkałam jakiś kilometr od męża, jednak długo się nie znaliśmy. Chodziliśmy do jednej szkoły podstawowej, ale ja jestem o kilka lat młodsza.
Czy wiedziała Pani na co się pisze, wychodząc za rolnika?
Renata Sikora: I tak, i nie. Wiedziałam, że będzie praca, dojenie krów i tak dalej, ale nie spodziewałam się takiej ilości „papierologii”, jaką muszę się zajmować. Pisałam się na pracę, ale inną, jednak takie są warunki i nie ma co narzekać. Wszystko musi być rzetelnie udokumentowane.
A z czym konkretnie jest związana ta „papierologia”? Z samymi zwierzętami, oddawaniem mleka, działalnością gospodarczą, Unią Europejską?
Renata Sikora: Ze wszystkim. Trzeba prowadzić wiele rejestrów i ewidencji… Właściwie wszystko trzeba rejestrować, co się kupi, co sprzeda, trzeba też pisać wnioski i pisma do różnych instytucji.
To przejdźmy do zwierząt, ile jest krów w gospodarstwie?
Marcin Sikora: Obecnie jest 90 krów dojnych rasy polskiej holsztyńsko-fryzyjskiej, odmiana czerwono-biała i czarno-biała. To są krowy typowo mleczne. I jeszcze do tego młodzież, wszystkiego około 200 sztuk.
Ile litrów mleka daje taka liczba krów?
Renata Sikora: Okres laktacji liczy się średnio na 305 dni w roku i za zeszły rok było to około 12.400 litrów mleka od sztuki.
Co się z tym mlekiem dzieje?
Marcin Sikora: Jest oddawane do mleczarni. Co drugi dzień przyjeżdża cysterna i zabiera mleko do Spółdzielni Mleczarskiej Włoszczowa, a konkretnie do Oddziału w Pawłowicach, gdzie jest przetwarzane na twaróg.
Kupując produkty z Włoszczowej, dostajemy produkt, który powstaje z mleka krów, pasących się w naszej okolicy?
Marcin Sikora: Tak, bo większość rolników z naszego regionu oddaje mleko właśnie do Pawłowic.
Jest Pan członkiem Rady Nadzorczej Spółdzielni Mleczarskiej Włoszczowa. To duża firma?
Marcin Sikora: To bardzo poważny gracz na rynku i z długą historią. Włoszczowa powstała w 1936 roku, w 1957 reaktywowała działalność, a po wejściu Polski do Unii Europejskiej rozwinęła się i weszła na rynki zagraniczne. Przejęła zakład w Pawłowicach i inne i dziś jest jednym z czołowych zakładów mleczarskich w Polsce pod względem przychodów z produkcji oraz ilości przerabianego mleka. Dziennie przerabia się w niej ponad milion litrów, produkuje sery żółte, twarogi w formie krajanki, twarogi w wiaderkach, serek wiejski, serki kanapkowe, masło, maślankę, kefir.
Włoszczowa pozostała przy tym spółdzielnią rolników, którzy są jej członkami. Jest Zarząd, złożony ze specjalistów, Rada Nadzorcza, która czuwa nad działaniami Zarządu, a jej członków wybierają udziałowcy – członkowie spółdzielni, czyli sami rolnicy. Członkami, których jest około 1000 są wszyscy rolnicy, którzy dostarczają do Spółdzielni mleko. Celem działania Spółdzielni nie jest zysk, ale to, żeby jak najlepiej zapłacić rolnikowi za surowiec, bo on jest właścicielem tej mleczarni.
Nasuwa się pytanie, dlaczego nasze spółdzielnie w Skoczowie, w Bażanowicach tak się nie rozwinęły.
Marcin Sikora: Trudno mi odpowiedzieć. Jest zaplecze na miejscu, ale pewnie zabrakło w stosownym czasie odpowiednich decyzji i zarządzania. Konieczne były inwestycje, jak wszędzie. Nasze gospodarstwo też nie stało w miejscu, bo w ten sposób nie osiągnęlibyśmy takich efektów, jakie mamy dzisiaj. Dziadek miał 20 krów, tata 50, a my już mamy 90.
To budujące, że polscy rolnicy stworzyli taką prężnie działającą firmę, konkurencyjną dla zagranicznych potentatów…
Marcin Sikora: Nie jest łatwo na rynku, głównie z powodu sklepów sieciowych, które narzucają bardzo niskie ceny, żeby móc robić super promocje i przyciągać klientów. Dzieje się to kosztem producentów i dostawców, czyli polskich rolników. Nie jest ekonomicznie realne, żeby kupić kilogram sera za 15 zł i dostać drugi kilogram gratis. Ktoś za to musi zapłacić.
A Państwo chodzicie do sieciowych sklepów?
Renata Sikora: Chodzimy, jak każdy, ale jesteśmy w dużym stopniu samowystarczalni, choć i tak wolimy nasze lokalne sklepy od supermarketów. Mamy oczywiście mleko, mięso, wędliny i wszystko, co można wyhodować w ogrodzie – warzywa, owoce, z których robię tradycyjne przetwory. W tym roku bardzo ładnie wyszły ziemniaki i obrodziły też ogórki. Bardzo się z tego cieszę, bo w zeszłym roku musiałam dokupić, żeby jakieś słoiki zrobić.
Marcin Sikora: Oprócz krów, mamy też przetwórnię mięsa. Szefostwo w przetwórni piastują moi rodzice. Produkują szynki, inne wędzonki, kiełbasy, a wszystko według tradycyjnych metod, bez polepszaczy i sztucznych dodatków. Z kilograma mięsa robimy 70
dekagramów szynki, a nie jak to w masowych produkcjach 2 kilo.
Czyli hodujecie też świnie?
Renata Sikora: Tak hodujemy i wykorzystujemy jako surowiec do naszej przetwórni.
Czy hodowla trzody jest opłacalna?
Marcin Sikora: Nie, ceny skupu żywca wieprzowego są bardzo niskie, ale prowadząc własną przetwórnię można zrównoważyć koszty, w innym przypadku jest to nieopłacalne. Wolę się nie wypowiadać na temat mięsa z sieciówek za śmiesznie niskie ceny za kilogram, ale czasem warto się zainteresować, skąd pochodzi to mięso. Polska wieprzowina jest bardzo wysoko ceniona, ale idzie głównie na eksport.
Gdzie można kupić Państwa produkty?
Renata Sikora: Sprzedajemy je pod własną marką „Gospodarstwo Rolne Sikora” i można je kupić u nas w gospodarstwie. Prowadzimy sprzedaż w określonych terminach, średnio raz na dwa tygodnie. Można zadzwonić, przyjechać. Nie ogłaszamy się, informacje same się rozchodzą, a stali klienci pytają o terminy przy okazji zakupów. Razem z innymi rolnikami sprzedajemy mięso, wędzonki i inne przeroby w Cieszynie, w takim małym sklepie-kiosku pod wiaduktem niedaleko Kauflandu.
Czy ten rok jest łaskawy dla zbiorów, jeśli chodzi o pogodę?
Marcin Sikora: Wiosna była chłodna i sucha i myślę, że to obniżyło plony o jakieś 30 procent. Jak trzeba było, żeby w czerwcu coś popadało, to znów było sucho i gorąco, zboże na pewno jest drobniejsze.
Ile pola musicie Państwo uprawiać na paszę?
Marcin Sikora: Uprawiamy około 100 hektarów pola o glebach klasy III i IV. Znajdują się w gminie Goleszów – w Bażanowicach, Cisownicy, Kozakowicach i samym Goleszowie. Mamy zboża na paszę, kukurydzę na kiszonkę i trawy na sianokiszonkę i siano.
Mam wrażenie, że pola są takie czyste, bez żadnych chwastów, czy to dlatego, że używa się dużo środków ochrony roślin?
Marcin Sikora: Na pewno nie, środki takie są konieczne, ale stosujemy je tylko w niezbędnej ilości. Nie należy wierzyć we wszystko, co mówią w internecie. Środki działają przy całkowicie bezpiecznych dawkach, jeśli pola się dobrze przygotuje – orka, talerzowanie, dobrane gatunki i stosowna uprawa, a także odpowiednie terminy na opryski. Stosujemy płodozmian i nawożenie obornikiem. Rolnikom nie zależy na stosowaniu większej ilości środków ochrony roślin niż to konieczne, są one drogie i też
więcej nie znaczy lepiej, nie podnosi to jakości paszy. Nasze uprawy są oparte na precyzyjnych technologiach i prowadzone w sposób zrównoważony.
Skąd Pan to wszystko wie?
Marcin Sikora: Wiedzę czerpałem od dziadka, ojca, potem uczyłem się w technikum, na studiach i cały czas się dokształcam. Nowoczesnego gospodarstwa nie da się prowadzić bez
poszerzania i uaktualniania wiedzy. Korzystam ze szkoleń, które oferują różne agencje, czytam artykuły, wyjeżdżam na terenowe warsztaty w kraju i za granicą. Dużo daje mi też działalność w różnych gremiach, kontakt z innymi rolnikami, producentami i oczywiście własne doświadczenie.
Zaczął Pan samodzielną pracę na gospodarstwie 20 lat temu, jak Pan ocenia rozwój technologiczny?
Marcin Sikora: Jakieś 30-40 lat temu na polach pracowały jeszcze konie, a dzisiaj rolnik nawet nie musiałby siedzieć w ciągniku, bo wszystko jest zdalnie sterowane. Mapuje się pole, programuje GPS-y i system prowadzi ciągnik. Siedzę za kierownicą, ale nie muszę nadzorować pracy. Dojenie też jest zmechanizowane. Wprawdzie trzeba podpiąć urządzenia do wymion, ale reszta odbywa się już automatycznie i mleko płynie wprost do schładzalnika, a potem do cysterny, bez kontaktu z otoczeniem. Krowy utrzymywane są w nowoczesnej wolnostanowiskowej oborze, która wyposażona jest m.in. w robota do podgarniania paszy, stację paszową, automatyczne czochradło, a także w system do wykrywania rui oraz w system zarządzania siarą. Myślę, że warto też dodać, że współpracujemy z ośrodkami badawczymi w zakresie prowadzenia doświadczeń, to też wzbogaca naszą wiedzę, ale i służy innym rolnikom.
A Pani dalej kopaczką w ogródku?
Renata Sikora: Tak, to się nie zmienia, ale tylko, gdy jest to uprawa na własny użytek.
Zostaliście Państwo Gazdami Ustrońskich Dożynek, co to dla Państwa znaczy?
Renata i Marcin Sikorowie: Bycie Gazdami to zaszczyt i odpowiedzialność. Reprezentujemy rolników tym razem podczas Dożynek Powiatowych. Byliśmy już Gazdami Dożynek w Goleszowie 11 lat temu i było to dla nas ogromne przeżycie. Teraz też podchodzimy do tego z pełną powagą. Tę zaszczytną rolę zaproponowała nam pani Izabela Stachurska-Pniok – prezes Stowarzyszenia Ustrońskie Dożynki i burmistrz Ustronia pan Paweł Sztefek. Zgodziliśmy się po krótkim zastanowieniu. Wcześniej upewniliśmy się, że rolnicy z Ustronia się nie zdecydowali i postanowiliśmy wziąć udział w powiatowym Święcie Plonów.
Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała: Monika Niemiec
Marcin Sikora od lat z za*an g a żo*w a n ie*m działa na rzecz rolników i lokalnej społeczności. Jest przewodniczącym Powiatowej Rady Śląskiej Izby Rolniczej, prezesem Śląskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka, członkiem Rady Nadzorczej OSM Włoszczowa oraz członkiem Stowarzyszenia Hodowców Bydła i Producentów Mleka Ziemi Cieszyńskiej. Za swoją działalność został uhonorowany wieloma wyróżnieniami, w tym Srebrną Odznaką „Zasłużony dla Województwa Śląskiego”.

