15.1 C
Ustroń
czwartek, 17 września, 2026

Wspomnienia znad stawu kajakowego

Wakacje już co prawda minęły, ale mamy piękne babie lato, co skłania do nostalgicznych refleksji na temat Ustronia sprzed ponad pół wieku. Niemal każdy mieszkaniec naszej urokliwej miejscowości posiadał fotkę wykonaną podczas rejsu po stawie.

Były one nader popularne również wśród turystów i kuracjuszy. Trudno się temu dziwić, wszak staw kajakowy stanowił niekwestionowaną dumę i wizytówkę Ustronia. Ma on bogatą historię – pierwotnie hodowano w nim ryby dla górnoustrońskiego folwarku.

W 1787 r. Staw Kajakowy stał się własnością młynarzy Kralów, a w 1832 r. nabył go zarząd huty jako rezerwuar wody do napędu maszyn. Stan ten trwał do 1890 r., kiedy to zaaranżowano na stawie pierwszą przystań dla łodzi, a z czasem dla kajaków i rowerów wodnych.

Na obu zdjęciach figuruje mieszkanka przedwojennej willi „Irys” (przy dzisiejszej ul. I. Daszyńskiego), która pragnie pozostać anonimowa. Na pierwszym ujęciu z 1972 r. pozuje z kuzynem Sławkiem, a oprócz uroczych dzieci podziwiać możemy szczegóły konstrukcji drewnianych łódek, służących tu przez długie lata. Natomiast druga fotografia powstała w 1970 r. Z prawej strony wiosłuje tata naszej bohaterki – Józef Krawczyk, a ona sama zasiada pośrodku, odziana w elegancki jasny płaszczyk. Towarzyszą im wczasowicze, którzy w letnich miesiącach odwiedzali willę „Irys”. Wówczas to babcia – Maria Irecka odstępowała gościom swe pokoje, a sama wygodnie lokowała się na poddaszu, gdzie posiadała specjalnie na tę okoliczność urządzone mieszkanko, co było popularną praktyką w ówczesnej ustrońskiej rzeczywistości. Letnicy do willi „Irys” przyjeżdżali co roku, byli zaprzyjaźnieni z gospodarzami, a do historii przeszły wspólne spacery i turnieje brydżowe. Wypady nad staw miały zwykle miejsce w niedzielę po kościele, a towarzyszyły im smaczne lody oraz odświętna atmosfera. Jak widać, panowie nawet podczas uprawiania sportów wodnych mają na sobie oficjalne stroje w postaci szykownych garniturów. To były piękne czasy, wolne od natłoku urządzeń cyfrowych, które po latach miło wspominamy…

Alicja Michałek,
Muzeum Ustrońskie

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści