
Maj to okres kwitnienia głogów. Te niewysokie drzewa lub wysokie krzewy śmiało można zaliczyć w poczet zarówno najbardziej przyrodniczo i krajobrazowo cennych przedstawicieli rodzimej flory, jak i tych niedocenianych, bo zbyt rzadko sadzonych zwłaszcza w ogrodach, parkach i zadrzewieniach przydrożnych. Owszem, co rusz można napotkać świeżo posadzone głogi, ale praktycznie zawsze są to głogi pośrednie w różnych odmianach lub gatunki nierodzime, np. pochodzące z kontynentu północnoamerykańskiego głogi szkarłatne. To oczywiście tylko moje odczucia, nie poparte jakimiś starannymi i dogłębnymi badaniami czy statystykami. W parkach i przydomowych ogródkach zwykle oczekujemy efektownych barw kwiatów (np. różowych lub czerwonych), dużych liści czy rzucających się w oczy jaskrawych owoców, a pod tym względem naszym rodzimym, na biało kwitnącym (jakże przy tym obficie!) gatunkom głogów – jednoszyjkowemu i dwuszyjkowemu – zwykle trudno konkurować z gatunkami obcymi lub specjalnie wyhodowanymi. Ale za to na miedzach pośród pól i łąk oraz w lasach, laskach i zadrzewieniach to właśnie te rodzime gatunki głogów zdecydowanie dominują. Wraz z tarniną, ałyczą, leszczyną i kilkoma innymi gatunkami niskich krzewów tworzą charakterystyczne zakrzewienia śródpolne, zwane czyżniami. Pięknie te pozamiejskie głogi i czyżnie opisane zostały w podręczniku „Dendrologia” (W. Seneta, J. Dolatowski, J. Zieliński, wydanie z 2021 r.): zarośla, smugi ciernistych krzewów i śródpolne żywopłoty z udziałem głogów grają w krajobrazie wybitną rolę, dając – poza radością i wytchnieniem dla obserwatora – schronienie i pożywienie wielu zwierzętom, chroniąc glebę przed erozją itp. Głogi to rośliny zbrojne w ciernie, a każdy, kto choć raz przedzierał się przez plątaninę głogowych gałęzi lub przycinał głogowy krzew czy drzewko, na własnej skórze mógł się przekonać o ich ostrości i „czepliwości”. To dzięki cierniom głogi są doskonałą rośliną do tworzenia żywopłotów, które tyleż chronią przed wiatrem i wścibskimi spojrzeniami sąsiadów, co stanowią żywy i boleśnie kłujący mur obronny, trudny do sforsowania zarówno tak zwierząt, jak i dla ludzi. Łukasz Łuczaj w artykule poświęconym żywopłotom śródpolnym pisze m.in.: W dawnej Polsce używano kolczastych krzewów (głównie tarniny i głogu) do grodzenia pastwisk i ochrony grodów, jednak ślady takiej gospodarki się nie zachowały. Jedynie niektóre obszary środkowo-zachodniej Polski (…) poszczycić się mogą większą ilością przypominających żywopłoty śródpolnych smug krzewów. Natomiast według przytoczonej „Dendrologii”, żywe zasieki z głogami w roli głównej były niegdyś ważnym obronnym uzupełnieniem np. fortyfikacji Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego czy fortów nad Motławą w Gdańsku. Z przyrodniczego punktu widzenia istotne jest nie tylko to, że głogowe ciernie skutecznie zniechęcają i powstrzymują duże stworzenia (z ludźmi na czele), ale przede wszystkim – dają schronienie całej masie mniejszych, drobnych i całkiem małych zwierząt. Pośród cierni świetnie i bezpiecznie odnajduje się chociażby cała ptasia drobnica, zające, a i sarny umiejętnie znajdują dostępne tylko dla siebie luki w koląco-drapiących żywopłotach i zakrzewieniach.
Poszukując informacji o głogach natrafiamy na opisy żywopłotów w Wielkiej Brytanii. Ich obecność wzdłuż granic własności jest tam regułą nie tylko w przydomowych ogrodach, ale przede wszystkim pomiędzy polami, co sprawia, że żywopłoty stanowią jeden z głównych składników krajobrazu. Wiek wielu z nich liczy się w setkach lat, a niektóre istnieją niezmiennie w tym samym miejscu lat ponad tysiąc! Tworzenie żywopłotów urosło w Wielkiej Brytanii do rangi sztuki, a nad ich zachowaniem oraz ochroną współtworzonego przez nie krajobrazu czuwa organizacja pozarządowa – National Hedgelaying Society. Brytyjskie żywopłoty, zwane są „warstwowymi”, bowiem powstają w specyficzny sposób. Pędy głogów (i innych żywopłotowych drzew i krzewów), które osiągnęły średnicę kilku-kilkunastu centymetrów, nacina się nisko przy ziemi do 1/2 lub 3/4 grubości, co pozwala je przegiąć i pochylić pod kątem nawet 45 stopni. Ciągłość tak uszkodzonego pędu nie jest jednak przerwana, roślina nadal żyje, więc z takich „kładzionych” pędów wyrastają pionowo gałązki, które można przycinać, a po osiągnięciu odpowiedniej grubości – naciąć i położyć. I tak przez lata, aż powstaje solidny, prawie że lity żywopłot. Chyba nie potrafimy docenić krajobrazowych, estetycznych i środowiskowych (siedliskotwórczych) zalet i funkcji głogów oraz tworzonych przez nie żywopłotów i śródpolnych zakrzewień. Odwołam się do „Dendrologii”, której autorzy podkreślają, że współcześnie głogi są niestety często masowo wycinane [gdyż] rosną często wzdłuż polnych – już nie z tej epoki – dróg i dróżek, którymi teraz muszą się poruszać potężne, bardzo szerokie maszyny rolnicze, więc siekiery, piły i pilarki masowo idą w ruch. Ale wspomnieć należy o innych, ważnych czynnikach, przyczyniających się do wycinania głogów, czyli o gnębiących je rożnych chorobach grzybowych i bakteryjnych. Wśród nich prym wiedzie groźna (zwłaszcza dla sadów) zaraza ogniowa, porażająca wiele gatunków roślin z rodziny różowatych, m.in. irgi, jarzębiny, ogniki, pigwowce, świdośliwy, jabłonie, grusze oraz głogi właśnie. Charakterystycznym objawem zarazy ogniowej jest zamieranie pędów, których wierzchołki początkowo zaginają się na kształt pastorału, a liście przebarwiają się na brązowo lub czerwonobrunatno, podobnie jak kwiaty, ale pozostają na obumarłych gałązkach. Profesor Szczepan Pieniążek, słynny sadownik i pomolog, w artykule z 1959 r. stwierdza, że porażone rośliny wyglądają tak, jakby przez drzewo przeszedł płomień pożaru, stąd nazwa „zaraza ogniowa”. W tymże artykule prof. Pieniążek określa zarazę ogniową jedną z najpoważniejszych i najgroźniejszych chorób w sadach amerykańskich, dodając, że informacje o stwierdzeniu tej choroby w Polsce po raz pierwszy pojawiły się w roku 1952. Dzisiaj zaraza ogniowa jest chorobą rozpowszechnioną nie tylko w naszym kraju, a najskuteczniejszą metodą jej zwalczania pozostaje wycinka porażonych pędów i gałęzi, a nawet usunięcie całych drzew. Ba, co rusz spotkać można i takie oto porady: zakładając nowy sad należy likwidować dziko rosnące w pobliżu rośliny będące żywicielami zarazy ogniowej a więc: głóg, jarzębina, pigwa, irga, ognik czy świdośliwa. Inną groźną chorobą jest plamistość liści głogu. Na liściach porażonych grzybem głogów tworzą się okrągłe lub owalnego kształtu brązowe plamki, które po czasie „zlewają się”, a liście opadają. Grzyb najlepiej rozwija się, kiedy pogoda jest ciepła i wilgotna – wówczas już w pierwszej połowie lata głogi mogą utracić wszystkie liście. Osłabione, wręcz zagłodzone w ten sposób rośliny zwykle wcześniej czy później zamierają. Z niepokojem podszytym przerażeniem obserwuję, jak zaraza ogniowa i plamistość liści „pochłaniają” coraz to nowe ofiary. Żal zwłaszcza głogów pośrednich rosnących w miejscach reprezentacyjnych, wrośniętych w nasz krajobraz tak fizyczny, jak i kulturowo-mentalny – przed kilku laty zamarły głogi na cieszyńskim Rynku (ale zastąpiono je nowymi sadzonkami), teraz te przed Zamkiem czy przy Alei Jana Łyska. Cierpią również ustrońskie głogi pośrednie, rosnące wzdłuż ul. Konopnickiej i ul. Partyzantów oraz tworzące jakże malowniczą aleję na skwerze w pobliżu skrzyżowania ul. Cieszyńskiej i ul. Daszyńskiego – jak długo jeszcze z nami pozostaną?
Przed laty w Beskidach masowo ginęły świerki, później grafioza przetrzebiła wiązy, od lat śmiertelnie chorują jesiony, a za zieleń koron lip coraz bardziej odpowiada jemioła… Zdaje się, że do tej wyliczanki nieuchronnie dołączają również głogi, powoli przegrywające nierówną walkę z toczącymi je chorobami.
Tekst i zdjęcie: Aleksander Dorda

