
Jak trudno żegnać na zawsze kogoś, kto jeszcze mógł być z nami. Autor nieznany
W poniedziałek wielkanocny 6 kwietnia 2026 r., w Stowarzyszeniu Przyjaciół Chorych „Otwarte Drzwi” Hospicjum w Skoczowie, odszedł z doczesności do wieczności śp. Eugeniusz MENDE w wieku niespełna 75 lat. Od długiego czasu poważnie chorował, a na koniec doszła jeszcze najcięższa dolegliwość naszej cywilizacji, z którą niestety przegrał. Jego życie – Ustroniaka z wyboru, nie było lekkie i usłane przysłowiowymi różami. Zły stan zdrowia, które jest dla każdego najważniejsze, bardzo utrudnił mu normalną egzystencję. Znając go, sądzę że na to sobie do tego stopnia nie zasłużył. Niezbadane są jednak wyroki boskie dla nas, ziemskich pielgrzymów, niezrozumiałe i niesprawiedliwe.
Urodził się 4 maja 1951 r. w Chorzowie jako syn Rudolfa i Olimpii z domu Stachura. Miał siostrę Elżbietę, która zmarła w styczniu br. Pozostał jeszcze brat Lucjan. Ponad pół wieku temu wstąpił w związek małżeński z Jadwigą Borowiecką, z którego przyszli na świat trzej synowie – Sławomir (zmarły w 2025 r.), Sebastian i Arkadiusz. Ze strony najmłodszego syna doczekał się wnuczka Szymona i wnuczki Wiktorii. W 2007 r. ożenił się po raz drugi z Danutą Sitek. Najpierw zamieszkiwał przy ul. 22 Lipca (ob. Daszyńskiego), następnie przy ul. 3 Maja, a potem przy ul. M. Konopnickiej. W czerwcu 2025 r. przeniósł się wraz z żoną do Cieszyna, gdzie miał komfort w poruszaniu się na wózku inwalidzkim.
Po przyjeździe do Ustronia, zawodowo związał się z Komisariatem Policji w Ustroniu. Tam pracował w latach 70. i 80. XX w. jako przewodnik psa policyjnego. Po kilkunastu latach ustawowo przeszedł na emeryturę, aby w dalszej kolejności zająć się działalnością gospodarczą w zakresie handlu odzieżą oraz cukierkami. Był osobą pracowitą, dbającą o dobry poziom warunków materialnych. Miał też swoje pasje. Do nich należało nagrywanie kamerą różnych uroczystości czy imprez, majsterkowanie, a także jazda samochodem. Kochał naturę i zwierzęta, szczególnie pieski, które odwzajemniały mu swoją czułość. Potrafił cieszyć się prostotą.
Genka poznałam kilkadziesiąt lat temu poprzez wieloletnią przyjaźń z jego drugą żoną. Prawie codzienne, bliskie kontakty spowodowały, iż traktowaliśmy się jak najbliższa rodzina. Na wszystkich moich znajomych, z którymi zetknął się w ciągu wielu lat, zrobił jak najlepsze wrażenie człowieka życzliwego, pomocnego, empatycznego, serdecznego, dobrego, uczciwego. Jego optymizm w podejściu do każdej sprawy był nieprawdopodobny i to trzymało go przy życiu. Głównie wtedy, gdy groźnie zaczął chorować, lecz nigdy się nie poddawał. Wszelkie dolegliwości znosił z powagą i godnością. Z ogromną wiarą i pogodą ducha oczekiwał poprawy zdrowia, co przynosiło efekty, ale nie do końca. Starał się zawsze być towarzyskim i bardzo wesołym. Z nim nigdy nie można było się nudzić.
Uroczystość żałobna odbyła się 10 kwietnia 2026 r. w kaplicy na cmentarzu komunalnym, gdzie został pochowany. Prowadziła ją mistrzyni ceremonii świeckiej Beata Branc-Gorgosz, ciepło mówiąc o zmarłym m.in., iż był człowiekiem pogodnym, niosącym swój ciężar nie skarżąc się nigdy, zachowując spokój duszy i ucząc innych cierpliwości. Dzięki niemu wielu zmieniło się na lepsze. Uczestniczący w pogrzebie najbliżsi, przyjaciele i znajomi oddali ostatni hołd jego pamięci.
Jakże trudno było żegnać Genka w słoneczny, wiosenny dzień, bowiem mógł być jeszcze przez długie lata z nami. Jego ziemska wędrówka dobiegła końca i ten rozdział został bezpowrotnie zamknięty, pozostawiając w sercach wielką pustkę i żal. Już nie cierpi, tylko odpoczywa w pokoju. Niech ustrońska ziemia lekką mu pozostanie. Będzie na zawsze zapamiętany jako ktoś, kto swoją postawą życiową może służyć przykładem swoim następcom.
Elżbieta Sikora

