

Trudno się rozstać z tematem 9 listopada 1944 r., ponieważ nowe, zaskakujące odkrycia wprost nasuwają się same. Jak powszechnie wiadomo, dwóch z 35 rozstrzelanych ustroniaków hitlerowscy oprawcy pojmali poza Ustroniem, dokonując egzekucji tego samego dnia, również w oparciu o wcześniej przygotowaną listę. Jednym z nim był Andrzej Madzia, przedwojenny ustroński listonosz. Nie jest nam znana jego działalność przeciwko okupantowi, dlatego przypuszczaliśmy, iż losy tej postaci pozostaną dla nas tajemnicą. Tymczasem jednak Magdalena Dziendziel (osobiście zaangażowana w sprawę jako wnuczka rozstrzelanych Krystyny Jaworskiej i Józefa Krysty), odnalazła, przy pomocy Mikołaja Haratyka, aż kilka miejsc upamiętnienia Andrzeja Madzi na terenie Jabłonkowa!

Zacznijmy jednak od początku. Andrzej Madzia urodził się 18 października 1907 r. w Ustroniu, na Zawodziu, pod nr 349. Jego rodzina mieszkała w charakterze komorników na gospodarstwie Czyżów, umiejscowionym w linii prostej na wschód od obecnego Zakładu Przyrodoleczniczego. Ojciec, również Andrzej, pochodzący z Wisły, był zatrudniony w cementowni w Goleszowie, zaś matka Anna, córka Zuzanny zd. Łyżbickiej i Józefa Gogółków z Ustronia, pracowała zapewne u gazdów Czyżów, odrabiając w ten sposób mieszkanie. Warto podkreślić tu, iż Andrzej przyszedł na świat przy pomocy słynnej akuszerki Marii Goj. Dorosłe życie związał z ustrońską pocztą, gdzie pracował jako listonosz, mieszkając wówczas przy dzisiejszej ul. Ogrodowej. Wraz z wybuchem II wojny światowej liczne instytucje państwowe, w tym poczta, zostały ewakuowane z terenów przygranicznych w głąb kraju. Po powrocie z tzw. „ucieczki wrześniowej” Madzia nie został ponownie zatrudniony, co wydaje się zastanawiające, ponieważ kilku przedwojennych listonoszy wznowiło pracę w warunkach okupacyjnych. Propozycję taką otrzymał również przedwojenny kierownik poczty Rudolf Cieślawski od Huberta Machanka, pierwszego komisarycznego burmistrza Ustronia, jednak odmówił. Być może od Andrzeja Madzi wymagano znajomości języka niemieckiego lub też Machanek nie darzył go zaufaniem. Wiemy natomiast, że Madzia przyjaźnił się z Rudolfem Szubertem (ps. „Meteor”), który od 1942 r. działał w grupie partyzanckiej Franciszka Zawady. Zresztą cała rodzina Szubertów była zaangażowana w pomoc oddziałom leśnym, co wszyscy – z wyjątkiem Anny (po mężu Michalak) – przypłacili życiem. Być może jest to trop przybliżający nam okupacyjne powiązania Madzi.

Nie mogąc znaleźć pracy w Ustroniu, zamieszkał u siostry Ewy Łukoszowej w Jabłonkowie, gdzie po pewnym czasie otrzymał zatrudnienie w stolarni Seglera. Stamtąd też został wyprowadzony w tragicznym listopadowym dniu. W miejscu egzekucji, między obecnymi numerami domów 833 i 834, postawiono obelisk, zawierający m.in. informację, że urodził się w Ustroniu, a został zastrzelony przez hitlerowską policję 9 listopada 1944 r. Widnieje tam również poruszająca inskrypcja: „Tu mi wydarli życie, lecz nic nie zyskali. Kto zabija skrycie, tego piekło spali.” Jego nazwisko figuruje także na zbiorowym pomniku ofiar wojennych w centrum Jabłonkowa. Co najważniejsze, ciało ustroniaka zostało wydane siostrze i złożone w rodzinnym grobie w Jabłonkowie. Również Józef Halama, rozstrzelany 9 listopada 1944 r. w Lesznej Górnej, został godnie pochowany, o czym opowiem przy innej okazji. Trzeba przyznać, że sposób upamiętnienia Andrzeja Madzi na terenie Jabłonkowa jest budujący i inspirujący. W miejscach rozstrzelania pozostałych 33 osób, poległych 9 listopada na terenie Ustronia, próżno szukać obelisków. Najbardziej smutny pozostaje jednak fakt, iż nie udało się ustalić miejsca złożenia ich ciał – i nie wiadomo, czy kiedykolwiek to nastąpi.


Alicja Michałek, Muzeum Ustrońskie

