
Dziś poruszę temat szczególnie mi bliski, bo hutniczny, którego początki sięgają 1848 r. Wówczas to Komora Cieszyńska podarowała ustrońskim hutnikom pierwszy sztandar. Jak podaje nieoceniony Jan Wantuła, jego płat był barwy czerwonej, a pokryty został złotym haftem, wykonanym przez samą Hildegardę Bawarską – arcyksiężną Austrii, małżonkę księcia cieszyńskiego Albrechta Fryderyka Habsburga oraz, co ciekawe, kuzynkę cesarzowej Elżbiety zwanej Sisi. Albrecht został księciem cieszyńskim w 1847 r., zatem sztandar, wyhaftowany przez Hildegardę, stanowił piękne preludium panowania tej pary na naszych ziemiach. Na sztandarze arcyksiężna uwieczniła wizerunek św. Floriana, patrona hutników oraz kilku innych grup zawodowych, których profesja wiązała się z ogniem, czyli strażaków, kominiarzy, garncarzy, piekarzy, a nawet koksowników. Życie św. Floriana, urodzonego ok. 250 r., przypadło na okres prześladowania chrześcijan. Należał do armii cesarza rzymskiego Dioklecjana, a w 304 r. ujął się za prześladowanymi za wiarę legionistami, za co został skazany na śmierć męczeńską w nurtach rzeki Anizy na terenie dzisiejszej Górnej Austrii, w miejscowości Lorch. Według legend symbolizował on wielką odwagę w obliczu niebezpieczeństwa, bowiem oprócz funkcji wojskowych dowodził również oddziałem gaśniczym, a całą płonącą wioskę ocalił ponoć jednym wiadrem wody. Przedstawiano go więc w ikonografii w stroju rzymskiego oficera trzymającego naczynie, którym gasi pożar, przypominające często klepkowy szkopiec. W drugiej ręce dzierżył zaś chorągiew. Tak też ukazała postać św. Floriana arcyksiężna Hildegarda, bowiem na jedynym zachowanym zdjęciu, na którym sztandar ów widnieje, dostrzegamy pokaźny fragment podobizny świętego. Mowa tu o fotografii członków orkiestry hutniczej oraz hutników w strojach galowych, którą opisywałam w nr. 42 tegorocznej Gazety Ustrońskiej. Postać Floriana uwieczniona została na sztandarze w okręgu. Co ciekawe, święty posiada tu niewielką brodę, co występuje tylko na niektórych wyobrażeniach ikonograficznych. Głowica sztandaru zwieńczona była grotem, wzbogaconym symbolem młotków kuźniczych, zaś całość zdobiły dekoracyjne szarfy i frędzle. Jak możemy przypuszczać, na materii płachty sztandaru widniała również wspomniana data, czyli 1848 oraz wezwanie w kierunku świętego z prośbą o łaskę i wstawiennictwo. Zapewne wyrażało się ono w słowach: „Heiliger Florian, beschütze uns”, czyli „Św. Florianie, miej nas w swojej opiece”. Ale to jeszcze nie koniec historii.

Po zakończeniu I wojny światowej i rozpadzie Monarchii Austro-Węgierskiej sztandar przejęła w 1919 r. zakładowa organizacja Związku Metalowców, odbierając go z rąk administracji fabryki Brevillier-Urban. Dorobiono nowy drzewiec, zakupiono i uzupełniono szarfę, po czym, w kwietniu 1920 r., odsłonięto go na specjalnej uroczystości, zainicjowanej przez Związek Metalowców oraz organizację Polskiej Partii Socjalistycznej. Była to już zupełnie inna rzeczywistość polityczna, wypierano to, co austriackie, dlatego też ustrońscy robotnicy zdecydowali o potrzebie nabycia nowego sztandaru. Środki na ten cel gromadzono ze składek robotników oraz wpływów ze sprzedaży czerwonych goździków w dniu pierwszomajowego święta. W zbiorach naszego Muzeum zachowała się nawet Księga Funduszu Sztandaru w Ustroniu, założona 12 maja 1921 r. Księgę tę prowadził i przechowywał przed wojną oraz w czasie okupacji Jan Śmiłowski. Wpisy kończą się w 1939 r., a niezmiernie ciekawe jest to, iż zaksięgowane środki zdeponowane były w Banku Ewangelickim w Ustroniu pod nr książki kasowej 152, zaś niewielka kwota znajdowała się w domu skarbnika Śmiłowskiego i przeznaczona była na ubezpieczenie sztandaru od ognia. Nowy proporzec wykonano w 1927 r. jako wspólny dla organizacji Związku Metalowców oraz PPS. Aby pogodzić nowe nurty z tradycją, drugi z kolei sztandar przymocowano na rewersie pierwszego, przez co całość osiągnęła naprawdę spory ciężar.
I teraz uwaga! Aby podołać wadze połączonych sztandarów, rolę sztandarowego powierzono Jerzemu Bujokowi, kowalowi w Kuźni, który okazał się jednym z najsilniejszych
i najmocniej zbudowanych socjalistów w ustrońskich zakładzie. I był to, drodzy Czytelnicy, ten sam Jerzy Bujok, który znalazł się wśród ofiar rozstrzelanych przez hitlerowców tragicznego dnia 9 listopada 1944 r. Bujok był ciekawą postacią. Urodził się w 1882 r. w Wiśle, w czasach austriackich był jednym z założycieli Partii Socjalno-Demokratycznej w Ustroniu, w okresie międzywojennym działał aktywnie w PPS oraz zakładał Ogólne Stowarzyszenie Spożywcze i Oszczędnościowe w naszej miejscowości. Patriotyczne wartości przekazał swemu synowi Janowi, który, jako członek oddziału partyzanckiego „Czantoria” działający pod pseudonimem „Jawor”, poniósł tragiczną śmierć w walce z hitlerowcami 30 listopada 1943 r. Podczas zdjęć do filmu o tragedii 9 listopada dowiedziałam się, iż Bujokowie hodowali krowy i posiadali rzadko spotykaną wówczas w Ustroniu wirówkę do mleka, z której korzystali również sąsiedzi. Żona Jerzego, cierpiąca na paraliż nóg, została po tragicznej śmierci syna i męża zupełnie sama, pogrążona w bezdennej rozpaczy. Po rodzinie tej pozostał tylko dom, liczący 200 lat, a stojący do dziś przy ul. Lipowej.
Jak podaje Józef Pilch, w niepodległej Polsce haft ze św. Florianem zaszyto czerwonym suknem, co wynikać musiało z nasilenia socjalistycznej ideologii. Od bibliofila z Gojów wiemy również, iż sztandar w czasie II wojny światowej zaginął. Jan „Haker” Podżorski wspominał, że po wkroczeniu Niemców proporzec został ukryty, a nawet, ze strachu przed okupantem, wrzucony do głębokiego jaru. Jeżeli ktoś z Czytelników słyszał o jego dalszych losach, bardzo prosimy o kontakt.
Przy tej okazji chciałabym odpowiedzieć na liczne pytania, dotyczące finansowania w XIX w. galowych mundurów hutniczych, które nasunęły się po publikacji artykułu o orkiestrze. Otóż pierwszym ze źródeł były wpłaty własne robotników, drugim zaś należności za kary pieniężne, nakładane na nich przez kierownictwo huty na drodze administracyjnej. Środki te trafiały do hutniczej kasy brackiej, służącej do udzielania wsparcia pieniężnego swoim członkom. W praktyce jednak nawet organizację tradycyjnej Barbórki czy dnia św. Floriana finansowano ze środków kasy brackiej.
Alicja Michałek, Muzeum Ustrońskie

