
Na początku wernisażu wystawy „Górom hołd” zagrała trombita i wypełniła wnętrza Muzeum Ustrońskiego dźwiękami kojarzącymi się z panoramą Beskidów, drewnianą architekturą, tradycją. W sobotnie popołudnie zanurzyliśmy się, w góralskie klimaty, stanowiące jeden wątek spotkania. Drugim były 40 urodziny Muzeum, które otwarło swe podwoje dla zwiedzających 18 kwietnia 1986 roku.
Mówiła o tym dyrektor placówki Magdalena Lupinek:
– Ta data na trwałe wpisała się w historię naszego miasta. To nasze wspólne święto miejsca, które żyje dzięki ludziom i dla ludzi, a swoje znaczenie zawdzięcza wizji i determinacji jednego człowieka – inż. Jana Jarockiego. To właśnie dzięki jego pasji i głębokiemu przekonaniu, że dziedzictwo lokalne zasługuje na pamięć i szacunek, powstała przestrzeń, w której dziś możemy się spotykać. Muzeum Ustrońskie – wcześniej znane jako Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa – to miejsce, które nie tylko przechowuje przeszłość, ale pozwala jej żyć: w sztuce, w opowieściach i w emocjach.

Dyrektor Lupinek zaznaczyła jednak, że wizję inż. Jarockiego rozwinęli inni i że utworzenie Muzeum Ustrońskiego nie było opowieścią jednego człowieka. Obecny patron nie doczekał otwarcia placówki, które było jego marzeniem, ale też zwieńczeniem wysiłków wielu Ustroniaków. Dużo na ten temat mogłaby powiedzieć dr Lidia Szkaradnik – twórczyni instytucji przy ul. Hutniczej i jej pierwsza dyrektorka, która piastowała ten urząd aż do roku 2018. Obecnie mamy zaszczyt pracować z nią w redakcji Gazety Ustrońskiej.
Na opowieści o początkach Muzeum Ustrońskiego przyjdzie jeszcze czas podczas oficjalnych uroczystości zapowiedzianych na listopad, natomiast na kwietniowych urodzinach placówki dyrektor Lupinek zacytowała wspomnienia bibliofila Józefa Pilcha o Janie Jarockim z 1966, 1972, 1977 roku, a wysłuchały ich: córka inżyniera Anna Jarocka-Borecka i wnuczka Magdalena Borecka-Nurzyńska. Panie przyjechały do Ustronia w tym symbolicznym dniu i miały przyjemność obejrzeć godną jubileuszu wystawę rzeźbiarstwa i snycerstwa regionalnego Wojciecha Kota „Groniom hołd”. Autor został przedstawiony jako „człowiek spotkania, uczestnik plenerów, prowadzący warsztaty, dzielący się swoją pasją, a jednocześnie człowiek ciszy, skupienia, pracy, w której rodzi się prawdziwa sztuka”.

Młody rzeźbiarz pochodzący z Brennej, a obecnie mieszkający w Pogórzu przywiózł do Ustronia monumentalne prace, inspirowane szczytami górskimi. Cykl powstawał przez kilka lat i jest hołdem dla gór, które nie są dla twórcy jedynie przestrzenią geograficzną, a miejscem spotkania natury, historii i ludzkiej tożsamości. Na wystawie kontemplować można rzeźbę „Gaździna” inspirowaną Babią Górą albo „Zaczóntek” stworzony dla Baraniej Góry, jest i „Pacierz” związany z Równicą. W pięknie wydanym folderze można przeczytać wszystkie opowieści o rzeźbach, a z tej o Równicy dowiadujemy się m.in.: Punktem centralnym jest „róża luterańska”, swoisty hołd oddany historii leśnych kościołów. (…) Całość dopełniają kwiaty cieszynianki, okalające symbol róży – pięknego endemitu występującego tylko w naszym regionie. Jako element uzupełniający narożniki pracy wzbogaciłem snycerskim odpowiednikiem hoczka.
Wojciech Kot gorąco dziękował wszystkim osobom, które pomogły mu stworzyć wystawę, przede wszystkim rodzinie, bliskim i przyjaciołom. Podziękował też pracownikom Muzeum Ustrońskiego z dyrektor Lupinek na czele za umożliwienie zorganizowania wystawy, a tym samym złożył hołd założycielom placówki, bo gdyby nie oni, nie moglibyśmy w to sobotnie popołudnie podziwiać pięknych rzeźb. Gratulacje młodemu rzeźbiarzowi złożyła członkini Zarządu Powiatu Cieszyńskiego Beata Macura oraz dyrektor Regionalnego Ośrodka Kultury w Bielsku-Białej Aneta Legierska-Bujok.

Niezwykły wieczór uświetnił koncertem zespół „Wałasi”, który według słów Wojciecha Kota znacząco przyczynił się do powstania rzeźb, gdyż cały czas gra w pracowni artysty.
Spotkanie w Muzeum Ustroński było ucztą dla oczu, dla uszu, a potem, jeszcze dla podniebienia, bo w holu czekał na gości poczęstunek przygotowany przez rodzinę rzeźbiarza – słodkie i wytrawne wypieki, grillowany oscypek i domowe wino. Wystawa Wojciecha Kota ma wyjątkowy, niemal sakralny klimat i warto ją obejrzeć, by poznać wystrugane w drewnie opowieści o górach.
Monika Niemiec

