
W dzisiejszym świecie, w którym zrównoważony rozwój staje się coraz bardziej priorytetowy, zachodzi rzeczywista potrzeba przekształcania niepotrzebnych materiałów w wartościowe zasoby. Artystka, grafik Paulina Hojka tworzy kolaże z pozornie bezużytecznych tkanin i uczy, jak dawać drugie życie materiałom. Liczne jej prace można podziwiać w Muzeum Ustrońskim do 18 sierpnia, a wernisaż urządzono 11 lipca.
Wystawa została zorganizowana w ramach cyklu „Młodzi i twórczy” oraz całorocznych obchodów 40-lecia Muzeum Ustrońskiego. Dyrektor tej kreatywnej placówki Magdalena Lupinek powitała licznych gości jak zwykle oryginalnym wstępem. Oto fragment: – Nie lubię marnotrawstwa, w domu mam talerze z czasów mojego dzieciństwa i meblościankę, która jest nie meblem, lecz tradycją rodzinną. Nie lubię wyrzucać rzeczy, a najlepiej przekazać je komuś, żeby jeszcze służyły. Nasze muzeum też gromadzi przedmioty, które dla jednych są stare, przeznaczone do wyrzucenia, niemodne, a dla innych to najcenniejsze pamiątki i dokumenty z przeszłości.

Toteż nie należy się dziwić, że gdy organizatorka wystawy zobaczyła Paulinę Hojkę w programie telewizyjnym „Pytanie na śniadanie”, od razu dostrzegła w niej bratnią duszę. Z kolei artystka na wernisażu powiedziała, a także odnotowała na Facebooku: – Prywatnie zawsze starałam się żyć w duchu less waste, ale nie tylko z nazwy. Chodzę w kurtce mojego dziadka, korzystam z zastawy po babci i ze ściereczek z jej zapasów. Byłam projektantką odzieży i widziałam jak wiele materiałów się niszczy. Zmienia się projekty i zostaje dużo ścinek, próbek, nieudanych wzorów, które były przeznaczone do spalenia. Są to nieraz piękne tkaniny, ciekawe formy i było mi tego szkoda. Zaczęłam tworzyć różne wzory i powoli mi się to ukierunkowało w wycinanie portretów. Zrezygnowałam z pracy projektantki i teraz takie nietypowe portretowanie to jest mój sposób na życie. Matka Boska widoczna na tej wystawie powstała z podomek mamy mojego męża. Wydawało mi się to idealne, bo to matka i to matka. A dlaczego tytuł wystawy brzmi „Dla mnie się podoba”, bo pochodzę z Podlasia i tam jest to popularna forma akceptacji, czy podziwu.
Artystka ma nadzieję, że tworzone przez nią portrety też będą przez zlecających, czy obdarowanych uznawane za najlepsze, najbliższe ich sercu. Przed spotkaniem twórczyni na swoim Facebooku napisała: „Wernisaż to zdecydowanie ważny dzień dla artysty, bo to taki moment kiedy się pokazuje, i siebie i swoje prace. Ta wystawa jest dla mnie wyjątkowa, pierwszy raz pokażę tyle portretów na żywo, choć jest to ułamek tego, co zrobiłam przez ostatnie dwa lata intensywnego ich tworzenia”. Towarzyszący wystawie film prezentuje ten ciekawy proces twórczy, więc w imieniu organizatorów zapraszamy na wystawę. Wakacje to też przecież czas na rozwój osobisty i odkrywanie swoich pasji.
Tekst i foto: Lidia Szkaradnik

