
Lipiec kochamy z tej racji, że jest miesiącem wakacji, toteż w pierwszą sobotę kanikuły zaproszono na piknik rodzinno-sąsiedzki za „Prażakówką”. Przybyli zarówno „starzy ustróniocy”, którzy rozsiedli się pod sędziwymi lipami i wspominali, że w tym miejscu był niegdyś targ, introligator, skup butelek, a później sklep „Majster”, ale pojawiło się także wiele rodzin z pełnymi wigoru pociechami. Dla wszystkich było sporo atrakcji wizualnych, gastronomicznych oraz różne możliwości zaprezentowania swoich talentów.
Gości powitała dyrektor MDK Karolina Fojcik-Pustelnik, informując, że impreza powstała w ramach projektu „Lato z Lokalsami 3.0” i życząc wszystkim miłej zabawy. Program przygotowała grupa artystyczna „Ars Invicta”, a prowadziła ustronianka Patrycja Habdas, z wdziękiem krocząc w sukni z dawnej epoki. Całość była w klimacie popularnej legendy o śpiących w Czantorii rycerzach i nie tylko maluchy z wypiekami na twarzy chłonęły tę niezwykłą historię. Okazało się, że jeden z tych wojów w pełnym rynsztunku przybył na miejsce festynu w towarzystwie giermka i kowala. Było to pełne wrażeń przeżycie, gdyż chłopcy też z pewnością chcieli zostać szlachetnymi wojownikami. Każdy dumnie trzymał swój piankowy miecz, ale można było także dotknąć prawdziwego rycerskiego oręża.
Oj, to były niezwykłe wrażenia! Szczęk mieczy, pojedynki rycerzy na śmierć i życie oraz niesamowity huk z broni czarnoprochowej, który trzeba było śledzić z otwartymi ustami. Spora grupa małych wojowników zgłosiła chęć pomocy w tej karkołomnej akcji, a na końcu długiej kolejki stał rycerz, który zemdlał. Niełatwo było go ocucić, lecz tylko jedna odważna mała rycerka skoczyła mu na zbroję. Gdy oprzytomniał, zgodnie ze starodawnymi zasadami, był gotowy na jej rozkazy, z czego wybawicielka niestety nie skorzystała.
A najważniejsze dla małych rycerek i rycerzy było to, że każdy odważny mógł też wziąć udział w tych widowiskowych pokazach i sprawdzić swoją zręczność i sprawność. Najodważniejsi decydowali się utrzymać miecz poziomo trzymając go jedną ręką za ostrze. Do tej akcji przystępowało wielu małych śmiałków, ale oczywiście przerastało to ich możliwości siłowe, choć broń ważyła niewiele ponad kilogram (1,3 kg), tym bardziej, że i dorośli siłacze polegli przy tym wyzwaniu. Jedynie kilku mocarzy dokonało dzieła przez około 20 sekund, a wielkie brawa i palmę pierwszeństwa zdobył radny Wojciech Chybiorz. Później radny zmierzył się w pojedynku z przewodniczącym Zarządu osiedla Ustroń Dolny Dariuszem Ślezioną. Dopingowała radna Karina Wowry.

Nieprzerwanie przez trzy godziny najdłuższa kolejka formowała się przy stanowisku jednego z najlepszych w Polsce artystów balonowych Adama Byrskiego z Kęt i jego żony Justyny. Okazuje się, że z balonów można zrobić wszystko, co się zamarzy. W tym dniu najwięcej chłopców prosiło o miecz i ten mistrz balonów zrobił taki egzemplarz, który przetnie inny balon. Z kolei pistolet wydaje odgłosy naśladujące strzały. Choć stale byli chętni, by dostać jakiś wymyślony detal, twórca zrobił wszystko. Na poziomie zabawek
dla dzieci wykonanie na przykład pieska trwa 7 sekund! Ale ten znakomity baloniarz bierze udział w wystawach i konkursach krajowych oraz zagranicznych, gdzie wykorzystuje się tysiące balonów i wtedy są to prawdziwe dzieła sztuki.
Warto było obejrzeć efektowny program z rodzimą legendą, pospacerować w przyległym do „Prażakówki” zadbanym parku, posmakować kołaczy z „Beskidzkiej”, placków od „Gazdy” czy piwa serwowanego przez Ambasadę Śląska Cieszyńskiego albo siku z kiszonej pietruszki. Dzieci delektowały się prażoną kukurydzą i watą cukrową jak na dawnych festynach, a potem wzięły udział w grze terenowej, w której trzeba było zaliczyć wszystkie rycerskie zadania by otrzymać wybitą przez kowala monetę. Sporo emocji wzbudził pokaz mody dawnej z komentarzem Moniki Habdas, która również rozszyfrowała pochodzenie i status osób z publiczności. Grał zespół folkowo-rockowy Grota, a na finał odbył się spektakularny, wciągający, intrygujący spektakl, podczas którego główną rolę odgrywał ogień, sypały się iskry, strzelały błyskawice, wiedźma płonęła, a panny wpadły w stupor. Uratował je dzielny rycerz, na co dzień śpiący w Czantorii. Po teatrze ognia można sobie było zrobić zdjęcie z płonącymi aktorami.
Lidia Szkaradnik

