13.5 C
Ustroń
piątek, 17 kwietnia, 2026

Czy Ustroniacy czują bluesa?

Leszek Winder z córką Sonią Winder-Szyszkowską.

To się okaże 25 kwietnia, bo tego dnia odbędzie się koncert wyjątkowej Śląskiej Grupy Bluesowej. W „Prażakówce” będzie można posłuchać prawdziwego  polskiego bluesa, który korzeniami sięga lat 70., gdy ten gatunek muzyczny rodził się w bólach w peerelowskiej rzeczywistości. Pierwsi członkowie Śląskiej Grupy Bluesowej wymieniani są wśród twórców polskiego bluesa, a Leszek Winder – jeden z najlepszych gitarzystów w kraju, gra w zespole do dzisiaj. Właśnie dzięki jego rodzinnym związkom z Ustroniem koncert odbędzie się w naszym mieście.

Wyodrębnienie się z panującej estetyki big-beatu surowego brzmienia rock-bluesa zawdzięczamy oczywiście pochodzącemu z Podkarpacia Tadeuszowi Nalepie, ale szybko pałeczkę przejął industrialny i górniczy Śląsk, gdzie powstały najważniejsze zespoły tego nurtu – SBB, Krzak, Dżem i właśnie Śląska Grupa Bluesowa, tworząc polskie zagłębie bluesowe. Fenomen śląskiego bluesa był ściśle związany z codziennością regionu, doświadczeniami ludzi, ich ciężką pracą w kopalniach i hutach, poczuciem wspólnoty. Blues stał się na Śląsku naturalnym językiem emocji i będziemy mogli go posłuchać w nowoczesnym, ale wciąż autentycznym, wyrafinowanym instrumentalnie i wokalnie wydaniu. To bardzo kusząca alternatywa dla otaczających nas prostych tik-tokowych melodii.

Jak to się stało, że na promującej najnowszą płytę trasie koncertowej, obejmującej całą Polskę znalazł się Ustroń? Zawdzięczamy to Soni Winder-Szyszkowskiej – córce Leszka Windera, która mieszka w Ustroniu i tu prowadzi swoją agencję reklamową „Las” oraz ustrońskiemu radnemu Wojciechowi Chybiorzowi, który jest wielkim fanem bluesa, bywalcem Rawy Blues. Wspólnie działali na rzecz wydarzeń sportowych i charytatywnych w naszym mieście, a w pewnym momencie zgadali się na temat muzyki.

– Jako pasjonat muzyki czytałem książki, artykuły, oglądałem filmy dokumentalne i jeździłem na koncerty, a mimo to nie skojarzyłem nazwiska Soni z polską sceną bluesową – mówi Wojciech Chybiorz – Kiedy w końcu dotarło do mnie, czyją jest córką, byłem naprawdę zaskoczony, że jest częścią tego świata i tych historii, które dotąd znałem tylko z opowieści i mediów. Z dużym zainteresowaniem słuchałem jej wspomnień o artystach, którzy bywali w ich domu, a których ja podziwiam na scenie. Choć słucham różnorodnej muzyki, szczególnie bliski jest mi blues – zarówno polski, jak i zagraniczny. Rawa Blues to dla mnie jedno z najważniejszych wydarzeń koncertowych w roku. W pewnym momencie, razem z Sonią, wpadliśmy na pomysł zorganizowania koncertu w Ustroniu.

– Tata uważa, że Ustroń, Cieszyn, Wisła nie lubi bluesa – wyjaśnia Sonia Winder-Szyszkowska. – Mimo że ten przesiąknięty bluesem Śląsk jest tak blisko, z jakiegoś powodu zespoły tego nurtu rzadko tu koncertują. Jest jakieś takie przekonanie w środowisku, że nie ma tu społeczności, która czuje tę muzykę. Myślę, że na Śląsku Cieszyńskim mało kto wie, że tata mieszka w Skoczowie, do którego kilkanaście lat temu przeprowadził się z Katowic. Pamiętam jednak, że był świetny koncert lata temu w skoczowskim kinie i super wyszło, sala była pełna.

Sonia Winder-Szyszkowska i Wojciech Chybiorz postanowili zorganizować koncert, który ma być ucztą muzyczną dla fanów prawdziwej muzyki. Nie umniejszając w żaden sposób innym wydarzeniom, które zaspokajają gusta mieszkańców regionu, według nich brakuje w ofercie gitarowych riffów, mocnego uderzenia perkusji i soczystych wokali. Czy mają rację, że nie ma zapotrzebowania na taką muzykę? W połowie lat 90. Ireneusz Dudek organizował w Ustroniu Rozgrzewkę Rawy Blues, sukcesem był poświęcony zespołowi Breakout koncert Piotra Nalepy – syna Tadeusza, który zorganizowało Stowarzyszenie Można Inaczej. Wtedy z profesjonalnymi muzykami miał okazję zagrać 11-letni gitarzysta Radek Stojda. Wreszcie na co dzień z największą przyjemnością słuchamy bluesowej wokalistki Karoliny Kidoń, która z zespołem Puste Biuro wystąpiła swego czasu na Rawie Blues. Może więc jesteśmy skazani na bluesa, tylko brakuje nam koncertów i właśnie 25 kwietnia spełnią się nasze marzenia?

– Jest to właśnie taka trochę nowość w Ustroniu, bo w sumie rzadko taka muzyka gości w Ustroniu – mówi radny Chybiorz. – Ja wierzę, że fanów po prostu dobrej muzyki na żywo jest w naszym mieście sporo i liczę na frekwencję, co może się przełożyć na organizacje innych podobnych wydarzeń. Życzyłbym sobie tego, żeby podobne koncerty odbywały się częściej nie tylko w czasie wakacji, dla turystów, ale dla naszych ludzi z Ustronia i okolic.

Sonisphere Festival 2011, Warszawa „Lotnisko Bemowo” 10.06.2011 rok. W środku Wojciech Chybiorz.

– Z tego, co wiem jest grupa fanów na Śląsku Cieszyńskim, którzy dopominają się, żeby Śląska Grupa Bluesowa coś w okolicy zorganizowała, ale zauważam jakąś taką blokadę – mówi córka Leszka Windera. – Zespół koncertuje w całej Polsce i za granicą, nagrywa płyty, ale jest taka szczególnego rodzaju trema przed graniem u siebie, w domu. Postanowiłam odczarować tą sytuację i namówiłam tatę na ten koncert. Spotkaliśmy się z fajnym przyjęciem ze strony pani Basi Niemczyk – naczelniczki Wydziału Promocji Urzędu Miasta i pani Karoliny Fojcik-Pustelnik – dyrektorki Miejskiego Domu Kultury „Prażakówka”, a pan burmistrz Paweł Sztefek objął honorowy patronat nad wydarzeniem. Jednak przede wszystkim liczę na publiczność, a ze swojej strony mogę zapewnić, że muzycznie będzie to wydarzenie na najwyższym poziomie. Dogadałam współpracę z Pubem Angels, więc będzie nawiązanie do klubowych tradycji bluesowych. Nie robię tego dla komercji, choć oczywiście nie chciałabym dopłacić do interesu. Traktuję ten koncert jako wyzwanie i próbę zaoferowania czegoś nowego w Ustroniu, organizuję go też dla taty.

Czy również dla popularyzacji bluesa? Czy to ulubiony gatunek organizatorki koncertu?

– Przyznam, że nie. Najbardziej kocham muzykę klasyczną. Skończyłam szkołę muzyczną i od dziecka obcowałam z klasyką. Oczywiście jako nastolatka słuchałam też muzyki popularnej, ale przyznam, że nie tej szczególnie ambitnej. Głównie polski hip-hop. Jak to zwykle bywa, buntowałam się przeciw bluesowi – jedynie słusznemu gatunkowi, ale przesiąknąłem nim, ale też jazzem i rockiem, których się słuchało w naszym domu. Po latach doceniam doświadczenia, które zebrałam jako córka znanego muzyka.

Na pytanie, jakim tatą był gitarzysta bluesowy, Sonia Winder-Szyszkowska odpowiedziała:
– Był normalnym tatą w domu, który jeździł gdzieś na koncerty, ale gdy wracał, prowadził w miarę zwyczajne życie. Oczywiście byliśmy specyficzną rodziną, częścią wielkiej muzycznej familii, prowadziliśmy raczej otwarty dom, bywali u nas różni artyści. Tata był właścicielem kultowego klubu „Leśniczówka” w Chorzowie, ostoi bluesmenów, rockmenów. Wcześniej grywał tam z Ryszardem Skibińskim, Ireneuszem Dudkiem. W „Leśniczówce” bywał Kazimierz Kutz, Ryszard Riedel, Józef i Jan Skrzek oraz wielu wybitnych artystów nie tylko muzyków. Tata przejął ją w 1992 roku i stworzył Dom Pracy Twórczej. Powstała tam Bluesowa Płyta Roku 1997 Jana „Kyksa” Skrzeka, odbywały się koncerty festiwalu Śląskie Brzmienie. W „Leśniczówce” swój ostatni występ, po wyrzuceniu z grupy Dżem, dał Ryszard Riedel. Tata zabierał mnie na koncerty, siedziałam na scenie gdzieś za głośnikami, chłonęłam atmosferę i patrzyłam na tatę zafascynowana. Było to takie trochę hippisowskie życie i na pewno miało na mnie wpływ. Moja agencja nazywa się „Las” i jest to nawiązanie do wakacji w Bieszczadach. Tata mnie zaraził miłością do natury, kiedy jeździliśmy do Michała Giercuszkiewicza, wybitnego perkusisty m.in. Dżemu. Michał Giercuszkiewicz uciekając od nałogu i nie chcąc powtórzyć tragicznej historii swojego przyjaciela Ryszarda Riedla, w 1996 roku zamieszkał nad Zalewem Solińskim na tratwie. Mieszkał na niej do śmierci, ale jednocześnie do końca życia był aktywnym muzykiem. Tata bardzo się z nim przyjaźnił, wspólnie grali od wczesnej młodości do końca życia Michała.

Podczas tych wakacji pokochałam klimat Bieszczadów, gdzie przyroda była wszystkim. Uwielbiałam to oderwane od cywilizacji miejsce i jazdę konno po pustkowiach. Wiele było pięknych historii, ale też trudnych, gdy przyjaciele taty odchodzili.

Dorobek artystyczny mojego ojca jest olbrzymi.

Jego gitara brzmi na płycie „Cegła” Dżemu, grał i nagrywał z największymi krajowymi muzykami, a nawet zagrał na wspólnym koncercie z królem światowego bluesa B.B. Kingiem. Po tym spotkaniu tata do dzisiaj gra na gitarze z autografem B.B. Kinga i właśnie na niej zagra w Ustroniu. Tata jest dumny z tego co przeżył i osiągnął. 15 kwietnia jest
premiera wznowionej i poszerzonej jego autobiografii pt. „Śląski Blues”. Książka na pewno pojawi się też na koncercie.

Warto jeszcze dodać, że Śląska Grupa Bluesowa dwa razy była nominowana do Fryderyków, w 2006 roku Leszek Winder został po raz kolejny wybrany najlepszym gitarzystą bluesowym w Polsce, a piosenkę zespołu można usłyszeć na ścieżce dźwiękowej serialu „Ołowiane dzieci” na Netflixie.

Monika Niemiec

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści