
Dziś wracamy do tematu ustrońskich partyzantów, a bohaterem odcinka będzie Rudolf, syn Stefanii i Tomasza Szubertów. O małżeństwie tym, rozstrzelanym 9 listopada 1944 r., pisałam już szerzej w tej rubryce. Cała rodzina Szubertów, mieszkających w Wielkim Domu, była podczas okupacji bardzo zaangażowana w ruchu oporu. Tomasz prowadził działalność sabotażową w Kuźni, natomiast Stefania zaopatrywała partyzantów w żywność. Starsza z ich córek, Józefa, związana prywatnie i zawodowo z Wisłą, nocami wraz z młodszą siostrą Anną wędrowała na Baranią, dostarczając oddziałom leśnym lekarstwa, materiały opatrunkowe i żywność. Tragiczna dla całej rodziny okazała się jesień 1944 r. 15 września Józefa została stracona w Oświęcimiu, 29 września poległ Rudolf, a ich rodziców zgładzono w masowej zbrodni 9 listopada. Z całej rodziny wojnę przetrwała tylko Anna (pm. Michalak), więźniarka obozów Ravensbrück i Salzwedel.

Rudolf urodził się 16 grudnia 1920 r. Aktywnie działał w przedwojennym harcerstwie, o czym pisano w prasie. Kiedyś w sprawie publikacji przyjechał do Ustronia dziennikarz z Katowic, czemu zawdzięczamy zdjęcia Rudolfa z tego okresu. Był młodzieńcem wszelkich talentów, uzdolnionym manualnie i technicznie, pięknie malował i śpiewał, wykonując nawet arie operowe. Gdy rozpoczęła się okupacja, 19-letni Rudolf pracował w zawodzie spawacza. Końcem 1939 r. został wywieziony na roboty do Niemiec, z których zbiegł w 1942 r., wykorzystując okazję przyjazdu na urlop do Ustronia. Wstąpił do partyzanckiej grupy Franciszka Zawady i wówczas to rozpoczęła się jego działalność konspiracyjna pod
pseudonimem „Meteor”. Ukojenie w pełnej lęku i niepewności wojennej rzeczywistości stanowiło dla niego malarstwo. To wtedy powstał między innymi wizerunek Hotelu „Kuracyjnego”, prezentowany już w „Dawnym Ustroniu” w nr 41 z 2024 r. Młody Rudolf nie mógł wówczas przypuszczać, iż niedługo pod dawnymi łazienkami do kąpieli żużlowych, przynależnymi do hotelu, złożone zostaną martwe ciała jego rodziców. Malował również na zlecenie. Paweł i Helena Pilarczykowie z hermanickiego dworu zamówili u niego obraz przedstawiający górski pejzaż, który wręczyli w prezencie ślubnym 9 stycznia 1943 r. Ewie Kowalównej, wychodzącej za mąż za Emila Mrowca. W domu Kowalów, prowadzących tartak i duże gospodarstwo w Nierodzimiu (u zbiegu obecnych ulic Katowickiej, Skoczowskiej i Wiejskiej), miał wówczas swą siedzibę sztab jednej z niemieckich jednostek wojskowych, której żołnierze wywodzili się z Austrii (prawdopodobnie byli to strzelcy alpejscy). Jak podaje Adam Mrowiec, jednocześnie w piwnicy ukrywał się jego ojciec, przedwojenny pilot i oficer Wojska Polskiego, a także Rosenberg – żydowski blacharz ze Skoczowa oraz ojciec i syn o nazwisku Firuzek. W domu było tłoczno, wszak przebywała w nim rodzina Kowalów i służba, aczkolwiek żołnierzy i tak dziwił fakt, iż gospodyni przygotowuje więcej jedzenia niż zdaje się potrzebować. Przyznali wówczas, że jako Austriacy nie chcą wojny i dobrze wiedzą o ukrytych w piwnicy ludziach. Pozwolili im wyjść i swobodnie chodzić po domu, zaznaczając jednak, że gdy przybędzie generał z Górek, co następowało w soboty w celu wzięcia kąpieli, muszą się oddalić. Podobno ów generał mieszkał w domu Zofii Kossak-Szatkowskiej, gdzie nie było gorącej wody, Kowalowie natomiast, z racji prowadzenia tartaku, posiadali instalację grzewczą oraz rezerwuar na wodę ze ścianami z dwóch warstw miedzi.

Pewnego dnia do domu Kowalów przywieziono Rudolfa Szuberta. W dużym pokoju, gdzie sztab urzędował, wydano na niego wyrok śmierci poprzez rozstrzelanie, po czym wywieziono w kierunku Górek. Stamtąd, w niejasnych okolicznościach, udało mu się zbiec. Pod koniec sierpnia 1944 r. wylądował w Brennej oddział zwiadowczy spadochroniarzy pod dowództwem Wasilija Stiepanowicza Anisimowa, co miało ogromny wpływ na dalszą heroiczną działalność młodego Szuberta. To on organizował na rzecz Rosjan obserwację niemieckich transportów kolejowych na liniach Katowice – Kraków i Katowice – Wrocław. Zaangażował w tę operację grupę polskich kolejarzy, utrzymujących z nim stały kontakt. Nocami czuwał na dworcu w dolnym Ustroniu, kontrolując sytuację, a uzyskane przez niego informacje drogą radiową przekazywane były radzieckiemu dowództwu. Ponadto, dzięki staraniom Rudolfa, Anisimow organizował ucieczki do partyzantki radzieckich jeńców, pracujących przymusowo w Kuźni. Następowało to głównie podczas alarmów bombowych w 1944 r., kiedy to na terenie fabryki panował ogólny chaos. Jeńców z narażeniem życia wspomagał również pracujący w Kuźni ojciec Rudolfa – Tomasz. Wiedząc o obecności radzieckiej grupy, władze hitlerowskie wzmogły działalność represyjną, organizując między innymi regularne obławy. Podczas jednej z nich, w dniu 29 września 1944 r., doszło w „Logrze”, czyli w lasku u zbiegu dzisiejszych ulic Partyzantów i Jelenica, do walki pomiędzy jednostką SS a 15 partyzantami z ustrońskiego oddziału Armii Ludowej (dawnej Gwardii Ludowej) pod dowództwem „Lisa”, czyli Józefa Glajca. Niespełna 24-letni Rudolf Szubert poległ wraz z towarzyszem broni Janem Cichym. Dotychczas podawano, iż Szubert i Cichy przechodząc natknęli się na niemiecki patrol, co nie było prawdą. Potyczka w „Logrze” była poważna, gdyż Niemcom zależało, aby zlikwidować szczególnie zaangażowanych współpracowników Anisimowa. Najbardziej poruszająca rzecz wydarzyła się później. Niemcy spędzili bowiem miejscową ludność, chcąc zidentyfikować leżące w lasku nad Bładniczką ciała. Nikt jednak nie ujawnił nazwisk zamordowanych. Ustroniacy oddali w ten sposób milczący hołd rodzinie Szubertów. Zwłoki partyzantów spoczęły w dołach na terenie cmentarza katolickiego, a po wyzwoleniu zostały godnie pochowane w zbiorowej mogile partyzantów i cywilów na tamtejszym cmentarzu, w miejscu dawnego pomnika ofiar I wojny światowej (o czym pisałam 2 tygodnie temu). W „Logrze” postawiono pomnik „Poległym partyzantom w latach 1939-1945”, przypomina o nich również nazwa tamtejszej ulicy.

Mówiono, że Rudolf Szubert wstąpił do partyzantki za dziewczyną, nie zdążył jednak narzeczonej poślubić. Z tego związku przyszła na świat Marylka, która dzieciństwo spędziła z matką w Kolonii Olza tuż przy hucie w Trzyńcu, po czym podobno wyjechała za mężem na Węgry. Prezentowane fotografie pochodzą ze zbiorów Urszuli Szymanek, natomiast obraz pozostaje w rodzinie Mrowców.
Alicja Michałek,
Muzeum Ustrońskie

