13.2 C
Ustroń
czwartek, 23 lipca, 2026

Nie uciekaj przed lwem!

Tomasz Michniewicz to podróżnik, słynący z niebezpiecznych wypraw do dżungli, buszu i na pustynie. Fot. L. Szkaradnik

To był długi deszczowy tydzień, lecz mimo niesprzyjającej aury 10 czerwca spora grupa osób już nieco wcześniej zgromadziła się w sali widowiskowej MDK, gdzie zapowiedziano wyjątkowe spotkanie. Na deskach sceny siedział swobodnie przystojny mężczyzna, uśmiechając się do gromadzącej się przed nim publiczności. Okazało się, że jest to Tomasz Michniewicz, człowiek niezwykle aktywny, dziennikarz, podróżnik, słynący z niebezpiecznych wypraw do dżungli, buszu i na pustynie, fotograf, autor kilku bestselerowych książek i wielu nagrodzonych audycji radiowych oraz reportaży w czasopismach. Tej aktywności i kreatywności starczyłoby na kilka życiorysów.

Przed rozpoczęciem spotkania wiele kobiet podchodziło do niego, by zrobić sobie z nim selfie i uzyskać dedykację do ostatniej książki, którą można było wówczas nabyć – „Dasz radę. Instrukcja na trudne czasy”. Spotkanie prowadził Bartosz Frydrychowski, pracownik Miejskiej Biblioteki Publicznej, która była organizatorem imprezy w ramach tegorocznego budżetu obywatelskiego. Prowadzono ją w formie wywiadu, którego fragmenty przytaczamy, a pierwsze zagadnienie, z którym błyskotliwie zmierzył się gość wieczoru brzmiało:

Skoro czytanie książek to też rodzaj podróżowania, jaką wyprawę zorganizowałbyś dla ośmiorga bibliotekarzy?
Ha! Ha! Takie podróże, które coś zmieniają to powinno być coś, co zatrzęsie posadami jestestwa. Studiowałem dziennikarstwo w sąsiedztwie bibliotekoznawstwa i zauważyłem, że wśród tej profesji jest sporo osób, które boją się własnego cienia. A zatem polecimy do Malezji, w której jest prastara dżungla jak w Amazonii i jednocześnie trasa przygotowana dla początkujących podróżników. Będzie to trzydniowa wyprawa, ze spaniem w jaskini i po trzech dniach i nocach stajesz się innym człowiekiem. Nie może być krócej. Jeśli przetrwasz pierwszą noc, która jest najtrudniejsza, to układ nerwowy musi przejść na inny tryb takiej adaptacji, a przy trzydniowej wyprawie nie chcesz już wracać, bo tak szybko się przyzwyczaisz do tego nowego środowiska. Po takim wyzwaniu człowiek staje się zupełnie inny.

Czy wciąż jesteśmy centrum świata?

Nie! Absolutnie nie! Ja byłem wychowany w pruskim systemie edukacyjnym i byliśmy przekonywani, że ta europejska kultura jest niesamowicie wpływowa i że jest osią rozwoju całego świata i tak było. Ale teraz jak ja jeżdżę po świecie, to nie sądzę, żeby tak było. Dzisiaj oś świata to są Stany Zjednoczone i Chiny. Na tej osi rozgrywa się wszystko. Dla Ameryki Południowej najważniejsze są Stany Zjednoczone, dla Azji – Chiny, trochę Japonia
i Indie, dla Afryki też nie jesteśmy centrum. Jeszcze 10 lat temu byliśmy takim wygodnym
celem pracy zarobkowej, ale to się też zmieniło. Nie rozwijamy się, starzejemy i jesteśmy trochę taką zapyziałą prowincją.

Po tych wielu latach podróży możesz powiedzieć, że wszędzie jest inaczej, czy wszędzie ludzie są tacy sami?

Na pewnym poziomie jesteśmy identyczni. Przede wszystkim na poziomie potrzeb. Wszyscy chcą pokoju oraz spokoju, chcą zabezpieczyć egzystencję swoich dzieci, rodziców i chcą mieć zabezpieczenie finansowe na tym poziomie, żeby nie musieć myśleć co włożyć do gara i mieć środki, by spełniać swoje marzenia. Na tym poziomie wszyscy mamy podobne cele, ale różnimy się poziomem realizacji tych potrzeb i mentalnością. Te różnice są nie do pogodzenia, bo nie jest możliwe pogodzenie mentalności brytyjskiej i japońskiej. To są dwa różne światy o różnych systemach wartości i nie mają ze sobą wiele wspólnego, więc się
nie dogadają.

Co łączy mieszkańca rezerwatu w Zimbabwe i Kowalskiego pracującego w biurze?

Łączy ich strach w trudnych, negatywnych sytuacjach i są to reakcje automatyczne. Moja książka jest o tym jak obniżać koszty tych wszystkich negatywnych sytuacji. Jak my to robimy, że nie panikujemy. Podam taki przykład: podstawową zasadą buszu jest, nie biegamy, bo wszyscy mieszkańcy są szybsi od nas. Uczestnikom naszych wypraw przekazujemy tę zasadę: cokolwiek by się działo, nie biegamy! Masz stać w miejscu, możesz się posikać, popłakać, ale stój w miejscu i pozwól nam działać, bo my wiemy jak się zachować i ciebie obronić. Gdy grupa się rozsypie, to jest naprawdę trudno.

Idziemy, idziemy i jest pięknie, aż tu naraz pięć metrów przed nami pojawia się nosorożec i zanim ja krzyknę: Nie uciekać! to połowa już się rozpierzchła. I pani Ewa jak płotkarka leci przez chaszcze, za nią pani Irena siedemdziesięciolatka, za nią jeszcze pan Adam – 74 lata. Dogania ją, łapie za włosy rzuca na ziemię i leci dalej. Tak działa układ nerwowy. To była najlepsza metoda na przeżycie. Przestraszyliśmy tego nosorożca i ten pan zaczął przepraszać kobietę, lecz ona kategorycznie stwierdziła, że nie chce już mieć z nim nic wspólnego. Ludzie reagują tak samo, chociaż są różne sytuacje. To jak reagujesz w strachu, nerwach jest do wyćwiczenia. Bez szkolenia jesteś zdany na atawistyczne reakcje.

Czy dziś w Polsce nie jest tak, że nie doceniamy siły wspólnoty?

Jest cała masa naukowych mechanizmów, które mówią, że człowiek w obliczu lęku, problemu, gdy jest samotny to jest najtrudniejsze dla niego wyzwanie. Jeśli ci źle – ciągniesz do ludzi, których lubisz i którzy ciebie lubią. Ja mogę podać to z przykładów pobytu w dżungli, bo często jest tak, że samotnie przebywam jakąś trasę, a potem już wraz z określoną grupą, za którą odpowiadam. Oni reagują różnie, nieraz nie są do tych warunków przygotowani, popełniają błędy, a więc w teorii to powinno być dla mnie obciążenie, a w praktyce sama obecność osób i to że one są, pozwala się uspokoić. Jeżeli macie jakieś problemy ciągnijcie do ludzi.

Pytania z sali: Czy coś Ci niebezpiecznie zagroziło?

Najbliżej do śmierci miałem do czynienia z antylopą, mimo że kilka razy napatoczyłem się na lwy. Dopóki jesteś frontem do takiego zwierza, to masz jakąś przewagę wzrostu i to, że moje oczy są wyżej od jego oczu. Ja stoję, podniosę ręce do góry, krzyknę, ale nie mogłem
się odwrócić i uciekać. Wówczas dałem sobie radę. Szarżowały na mnie antylopy i dwa razy stado bawołów, ale najbliżej do śmierci miałem podczas spotkania z jedną antylopą. Wyszedł młody samiec z długimi spiczastymi rogami, a z nimi zawsze trzeba uważać. Miałem przy sobie jedzenie, bo podkarmialiśmy żyrafy. Przysiadłem na jednym kolanie i rzuciłem mu garść karmy. On podszedł bliżej, jeszcze bliżej, podałem mu z ręki i to był mój błąd. Odwróciłem się, a on mnie sparował i rogiem uderzył w bok. Mógł bardzo uszkodzić brzuch, a do jakiegoś lekarza były dobre dwie godziny jazdy. To działo się wszystko na oczach grupy, którą prowadziliśmy. Jeśli coś się ma schrzanić, to się schrzani, błyskawicznie w ułamku sekundy, gdy nie zrobisz tego co trzeba. My jesteśmy najgorszym drapieżnikiem na świecie, na szczycie łańcucha pokarmowego i wszystkie zwierzęta od wielu pokoleń mają to zapisane w genach. Gdy widzą broń – nie trzeba strzelić w powietrze, to już uciekają, a małpy uciekają, gdy widzą obiektyw, bo też go kojarzą z bronią.

Jak oceniasz nasz poziom życia w przekroju do całego świata?

Dziesięć na dziesięć. Jest to jedno z najlepszych miejsc. Mamy nieprawdopodobne szczęście, że żyjemy w Polsce. To superbezpieczny kraj; nie ma walk, partyzantki, napadów, a jest bezpłatna edukacja na wszystkich trzech szczeblach, bezpłatna
służba zdrowia, choć nieraz trzeba czekać, dobre warunki życia …

Spotkanie trwało ponad dwie godziny i nikt nie miał ochoty wychodzić z sali. Tomek Michniewicz okazał się fantastycznym człowiekiem, a jego swobodne wypowiedzi na różne tematy skłaniały do przemyśleń, były inspirujące i zmieniały spojrzenie na świat. To nie było jedno z wielu spotkań z podróżnikiem, ono na pewno na długo pozostanie w pamięci.

Spisała: Lidia Szkaradnik

https://www.facebook.com/share/p/191JVBeKze/

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści