
Rozmowa
z Grzegorzem Szczechlą,
Nauczycielem Jutr@ 2026
Jakie są Pana osobiste przemyślenia na temat tragicznych wydarzeń, do jakich doszło ostatnio w szkołach w Polsce?
Przede wszystkim czuję ogromny smutek i poczucie bezradności. Kiedy słyszę o takich tragediach, nie myślę o statystykach czy systemie edukacji. Myślę o konkretnych dzieciach, ich rodzicach, nauczycielach. O tym, że za każdą taką historią stoi czyjś świat, który w jednej chwili się zawalił. Pracuję w szkole od kilkunastu lat i mam wrażenie, że coraz więcej młodych ludzi zmaga się z samotnością, presją i problemami, których my, dorośli, często nawet nie dostrzegamy. Żyjemy w czasach, w których jesteśmy nieustannie połączeni ze światem, a jednocześnie coraz trudniej nam naprawdę dotrzeć do drugiego człowieka. Takie wydarzenia przypominają mi, że szkoła nie może być wyłącznie miejscem przekazywania wiedzy. Musi być przede wszystkim miejscem, w którym młody człowiek czuje się zauważony, wysłuchany i bezpieczny.
Dlaczego został Pan nauczycielem?
W moim domu rodzinnym często padało zdanie: „Nauczyciel to nie praca, to służba”. Dorastałem w przekonaniu, że bycie nauczycielem to coś więcej niż wykonywanie zawodu. To odpowiedzialność za drugiego człowieka, za jego rozwój, a w pewnym sensie również za jego przyszłość. Zostałem nauczycielem, ponieważ naprawdę wierzę, że ta praca ma sens. Że możemy mieć realny wpływ na życie młodych ludzi, inspirować ich, pomagać im odkrywać swoje możliwości i czasami zmieniać sposób, w jaki patrzą na świat. Jest też drugi powód, znacznie prostszy – po prostu to lubię. Lubię pracować z młodzieżą, lubię ich energię, ciekawość świata, poczucie humoru i to, że każdy dzień w szkole potrafi mnie czymś zaskoczyć. Myślę, że właśnie połączenie tych dwóch rzeczy – poczucia misji i zwyczajnej radości z tego, co robię – sprawia, że po tylu latach nadal przychodzę do szkoły z przyjemnością.
Co w tej pracy jest dla Pana najważniejsze?
Relacje. Bez najmniejszych wątpliwości. Możemy mieć najnowocześniejsze pracownie, świetne podręczniki i zaawansowane technologie, ale jeżeli nie zbudujemy relacji z uczniem, trudno będzie nam naprawdę do niego dotrzeć. Bardzo ważne jest dla mnie również pokazywanie młodym ludziom, że granice naszych możliwości często znajdują się znacznie dalej, niż nam się wydaje. Sam poprzez sport staram się udowadniać, że rzeczy pozornie niemożliwe mogą stać się osiągalne dzięki konsekwencji, pracy i determinacji. Chciałbym, żeby moi uczniowie wychodzili ze szkoły nie tylko z wiedzą biologiczną, ale również z przekonaniem, że warto mieć marzenia, podejmować wyzwania i nie bać się porażek. Bo ostatecznie nie chodzi o to, żeby wychować uczniów, którzy znają wszystkie odpowiedzi. Chodzi o to, żeby wychować ludzi, którzy nie boją się zadawać pytań.

Czym jest dla Pana zdobycie tytułu Nauczyciela Jutr@ 2026?
To ogromne wyróżnienie, ale przede wszystkim potwierdzenie, że edukacja może wyglądać inaczej. Przez lata starałem się wychodzić poza schemat tradycyjnej lekcji. Zabierać uczniów w góry, organizować zajęcia terenowe, pokazywać biologię poprzez doświadczenia i bezpośredni kontakt z przyrodą. Ta nagroda jest dla mnie szczególnie cenna, ponieważ pokazuje, że takie podejście do edukacji ma sens i jest dostrzegane. Traktuję ją również jako zobowiązanie. Do dalszego poszukiwania nowych rozwiązań, rozwijania projektów edukacyjnych i dzielenia się doświadczeniem z innymi nauczycielami. Choć to ja odebrałem nagrodę, w pewnym sensie należy ona również do moich uczniów. Bo bez ich ciekawości, zaangażowania i gotowości do podejmowania kolejnych, czasami szalonych pomysłów, wiele z tych inicjatyw nigdy by nie powstało.
Co to znaczy być Nauczycielem Jutr@?
Moim zdaniem Nauczyciel Jutra to niekoniecznie osoba, która najlepiej posługuje się sztuczną inteligencją czy najnowszymi technologiami. To przede wszystkim ktoś,
kto rozumie, że świat się zmienia, a wraz z nim zmieniają się potrzeby młodych ludzi. Jeszcze niedawno nauczyciel był jednym z głównych źródeł wiedzy. Dzisiaj uczeń może w kilka sekund znaleźć informacje na niemal każdy temat. Dlatego nasza rola musi ewoluować. Powinniśmy być przewodnikami, którzy uczą krytycznego myślenia, samodzielności, współpracy i odróżniania informacji wartościowych od fałszywych. Paradoksalnie uważam, że im bardziej technologiczny będzie świat jutra, tym ważniejsze staną się umiejętności typowo ludzkie: empatia, budowanie relacji, kreatywność i kontakt z rzeczywistością. Nauczyciel Jutra powinien umieć korzystać z nowoczesnych narzędzi, ale jednocześnie wiedzieć, kiedy warto je odłożyć i po prostu wyjść z uczniami do lasu.
W dobie narzekań na demoralizację cyfrową młodzieży, oprócz podnoszenia kwalifikacji uczniów w nowoczesnych technologiach, stawia Pan na doświadczenie, praktykę, prawdziwe obcowanie z przyrodą. Czy to się sprawdza?
Zdecydowanie tak. I myślę, że dzisiaj jest to potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Nie jestem przeciwnikiem technologii. Wręcz przeciwnie, uważam, że daje nam ona niesamowite możliwości edukacyjne. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna zastępować nam rzeczywiste doświadczenia. Możemy zobaczyć w internecie najpiękniejszy wschód słońca, ale to zupełnie inne przeżycie niż wejście na szczyt góry przed świtem i zobaczenie go na własne oczy. Podobnie jest z biologią. Uczeń może obejrzeć trójwymiarowy model serca, ale kiedy podczas zajęć samodzielnie bada prawdziwe serce, odkrywa jego budowę i zaczyna rozumieć, jak działa, to doświadczenie zostaje z nim na znacznie dłużej. Podczas wycieczek i zajęć terenowych obserwuję jeszcze jedną niezwykle ważną rzecz. Uczniowie zaczynają ze sobą rozmawiać. Nie przez komunikatory, ale naprawdę. Wspólnie rozwiązują problemy, pomagają sobie, przeżywają emocje. Dlatego nie chodzi mi o walkę z technologią. Chodzi o równowagę cyfrową. O pokazanie młodym ludziom, że świat poza ekranem może być równie fascynujący, a często znacznie bardziej.

Dokonał Pan wielkiego czynu podczas „Wyścigu ze Słońcem” – od źródeł Wisły do Gdańska, ok. 620 km na rowerze w 15 godzin i 10 minut. Nie był to jednak tylko wyczyn sportowy, ale i akcja charytatywna, podczas której zebrał Pan ponad 140 tysięcy złotych na fundusz stypendialny dla uczniów. Co było większą motywacją – osiągnięcie sportowe czy pomoc uczniom?
Pomysł „Wyścigu ze Słońcem” był prosty, choć jego realizacja już zdecydowanie nie. Chciałem wystartować o wschodzie słońca u źródeł Wisły i dotrzeć do Gdańska przed jego zachodem. Pokonać około 620 kilometrów w ciągu jednego dnia. Od początku wiedziałem, że nie chcę, aby był to wyłącznie kolejny rekord czy sportowy wyczyn. Chciałem wykorzystać zainteresowanie tym wydarzeniem do stworzenia funduszu stypendialnego dla młodych ludzi. Podczas jazdy były momenty ogromnego zmęczenia. Po kilkunastu godzinach wysiłku organizm zaczyna protestować, a głowa podsuwa coraz więcej powodów, żeby zwolnić. W takich chwilach świadomość, że nie jadę wyłącznie dla siebie, była niezwykle ważna. Najpiękniejsze jest jednak to, co wydarzyło się wokół całego przedsięwzięcia. Tysiące ludzi, którzy kibicowali, wspierali zbiórkę i uwierzyli w ten pomysł.
Dzisiaj na funduszu stypendialnym mamy już ponad 153 tysiące złotych. To kwota, która pozwoli nam przez kolejne lata wspierać młodych ludzi w rozwijaniu ich pasji i talentów. Sportowy wynik z czasem może zostać poprawiony. Ktoś pojedzie szybciej, dalej, ustanowi nowy rekord. Ale szansa, którą dzięki zebranym pieniądzom otrzymają młodzi ludzie, może realnie wpłynąć na ich przyszłość. Właśnie to jest dla mnie największym zwycięstwem.
Kim są ci młodzi ludzie, dla których Pan to zrobił? Jacy są Pana uczniowie?
Przede wszystkim są niezwykle różnorodni. Każdy ma swoją historię, marzenia, talenty, ale również problemy i obawy. Są wśród nich osoby wybitnie uzdolnione, ambitne, z jasno określonymi planami na przyszłość. Są też tacy, którzy dopiero szukają swojej drogi, nie zawsze wierzą we własne możliwości i potrzebują kogoś, kto pomoże im odkryć ich potencjał i właśnie ta różnorodność jest piękna. Często słyszymy narzekania na dzisiejszą młodzież. Że jest roszczeniowa, uzależniona od telefonów, mniej ambitna niż poprzednie pokolenia. Ja nie zgadzam się z takim uproszczeniem. Pracując z młodymi ludźmi na co dzień, widzę ogromną wrażliwość, kreatywność, zaangażowanie i chęć zmieniania świata. Oczywiście mają swoje problemy, ale przecież każde pokolenie je miało. Czasami wystarczy stworzyć im odpowiednie warunki, zaufać i dać przestrzeń do działania, żeby pokazali, na co naprawdę ich stać.
Ten rok był dla Pana wyjątkowy. Oprócz wygrania „Wyścigu ze Słońcem” zdobył Pan mistrzostwo Europy w kolarstwie 12-godzinnym, pokonując w tym czasie 504 km. Jest Pan też rekordzistą Everestingu na rowerze z czasem 7 godzin. Jakie plany na kolejny rok?
Rzeczywiście, ten rok był dla mnie wyjątkowy, zarówno pod względem sportowym, jak i zawodowym, ale chyba nie potrafię zbyt długo cieszyć się jednym osiągnięciem, bo w głowie już pojawiają się kolejne pomysły. Moim najważniejszym celem sportowym jest obecnie próba ustanowienia rekordu świata w jeździe na czas na dystansie 12 godzin. To przedsięwzięcie, które wymaga nie tylko ogromnego przygotowania fizycznego, ale również dopracowania setek szczegółów związanych z aerodynamiką, sprzętem, odżywianiem i strategią jazdy. W dalszej perspektywie myślę również o próbie 24-godzinnej, ale równolegle pracuję nad kolejnymi projektami edukacyjnymi. Szczególnie zależy mi na inicjatywach, które pozwalają młodym ludziom oderwać się od ekranów, doświadczyć przyrody, nauczyć się współpracy i przekonać, że potrafią znacznie więcej, niż im się wydaje. Chciałbym też rozwijać fundusz stypendialny, który powstał dzięki „Wyścigowi ze Słońcem”. Mam poczucie, że sport i edukacja, choć na pierwszy rzut oka są zupełnie różnymi światami, mają ze sobą bardzo wiele wspólnego. W obu przypadkach chodzi o przekraczanie własnych ograniczeń, wytrwałość, radzenie sobie z porażkami i odwagę w realizowaniu marzeń. Jeśli dzięki moim sportowym wyzwaniom choć kilku uczniów uwierzy, że niemożliwe jest tylko słowem, to będzie to dla mnie znacznie cenniejsze niż jakikolwiek rekord.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Monika Niemiec

Grzegorz Szczechla – mieszkaniec Ustronia, nauczyciel biologii w II Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Cieszynie został laureatem konkursu Głosu Nauczycielskiego i Fundacji Orange na Nauczyciela Roku. Otrzymał tytuł Nauczyciel Jutr@ 2026, a wyróżnienie odebrał podczas uroczystej gali, która odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie. W wydarzeniu uczestniczyła m.in. minister edukacji Barbara Nowacka. O laureacie napisano m.in.: „Nauczyciel biologii z Cieszyna połączył swoją pracę ze sportową pasją – wiarygodność w oczach młodzieży buduje nie tylko wiedzą, ale także konsekwencją, odwagą i gotowością do podejmowania trudnych wyzwań.”

