O MIKROPLASTIKU I O… KRUKACH?
Dzisiaj jeszcze raz miało być o krukach… Uważni Czytelnicy Ustrońskiej być może pamiętają, że pisząc kilka tygodni temu o tych ptakach użalałem się, iż chociaż je bardzo lubię i cenię, to jakoś dotąd omijał mnie zaszczyt bliskiego z nimi spotkania. Owszem, z niewielkiej odległości mogłem końcem minionego lata podglądać krucze sprzeczki z mewami o zapewne pyszny i pożywny kawałek rybiego truchła. Po cichu liczyłem na kolejne tête-à-tête z krukami. No i proszę, kilka dni temu dane mi było obejrzeć kruka z bardzo, bardzo bliska. Mogłem podziwiać potężny kruczy dziób, głęboką – z granatowym połyskiem – czerń jego piór, imponującą rozpiętość skrzydeł. Miałem okazję wręcz kruka dotknąć, tyle że… Życie nauczyło mnie, że moje przyrodnicze ambicje i marzenia zwykle się spełniają, ale często w dosyć przewrotny sposób. Tak było i tym razem – spotkałem się z krukiem „twarzą w dziób”, tyle że post mortem z kruczego punktu widzenia, rzecz jasna. Wszystko wskazuje na to, że ten konkretny kruk została zastrzelony, więc jednak nie będę kontynuował kruczej opowieści. Chociaż emocje mi już nieco opadły, to i tak „pod pióro” cisną się słowa, których zapewne Szanowna Redakcja nigdy na łamach Ustrońskiej nie opublikuje – słowa dotyczące wszystkich, którzy w strzelaniu do ptaków (i innych zwierząt) znajdują przyjemność, ot, takie mają po prostu hobby. Zamilknę więc dziś o krukach i opowiem o… mikroplastiku. Co ma piernik do wiatraka? Wbrew pozorom może całkiem sporo?
Plastikiem zwykliśmy nazywać tworzywa sztuczne, czyli wytwarzane przez człowieka materiały, których głównym składnikiem są polimery syntetyczne. Bodaj pierwszym wytwarzanym na przemysłową skalę plastikiem był bakelit. Ale prawdziwą karierę od lat 50. minionego wieku robią tworzywa termoplastyczne, takie jak na przykład polietylen (PE), polipropylen (PP), polistyren (PS), polichlorek winylu (PVC) i politereftalan etylenu (PET). To lekkie, trwałe, podatne na formowanie, odporne na korozję, tanie w produkcji i wszechstronne w zastosowaniu materiały. Optymiści, zwłaszcza ci zapatrzeni w postęp i ludzką pomysłowość, zwykli twierdzić, że te sztuczne tworzywa – za sprawą chociażby butelek, woreczków, tzw. reklamówek i wielu innych, różnorakiego kształtu, formy i wielkości opakowań – poprawiły jakość życia milionów, jeśli nie miliardów ludzi na całym świecie, czyniąc je łatwiejszym, a przede wszystkim bezpieczniejszym. Pesymiści (którzy często po czasie okazują się realistami) ostrzegają, że zdecydowanie większość plastiku to materiały nie biodegradowalne, wykorzystywane zwykle jednorazowo, a poziomy ich recyklingu w wielu regionach na Ziemi są dramatycznie niskie, przy ogromnej skali produkcji. I per saldo tyleż z nich pożytku, co i kłopotu.
Od lat 50. ubiegłego wieku do 2017 r. wyprodukowano łącznie 8,3 mld ton tworzyw sztucznych. W 2017 roku produkcja plastiku na świecie wyniosła 348 mln ton, dziś zbliża się do ok. 400 mln ton rocznie, a wedle szacunków do 2050 r. zwiększy się jeszcze dwukrotnie. Te liczby powinny dziwić? Nie, bowiem plastiki i opakowania z tworzyw sztucznych są przecież wszędzie. Wyniki niedawnych badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Francji, Włoszech i w Polsce pokazują, że aż 65% produktów spożywczych i napojów w supermarketach jest sprzedawanych w plastikowych opakowaniach. Najczęściej w plastiki pakuje się mięso (87% produktów), nabiał (82%) i pieczywo (79%). Tylko w tych sześciu krajach co roku powstaje jakieś 150 mld plastikowych opakowań z produktów spożywczych, czyli statystyczna rodzina produkuje
rocznie ok. 1 tysiąc sztuk takich odpadów. Przynajmniej 40% plastikowych opakowań używanych w Polsce z powodzeniem może zostać zastąpione innymi materiałami, np. tekturą czy opakowaniami biodegradowalnymi. Ale tylko 22% polskich firm spożywczych planuje cokolwiek w tym zakresie zrobić w najbliższej przyszłości.
Około 55% wszystkich śmieci, jakie globalnie produkujemy, to właśnie tworzywa sztuczne. Każdego roku od 4,8 do 12,7 milionów ton śmieci z tworzyw sztucznych dostaje się do mórz i oceanów. Stają się później „bohaterami” zdjęć i filmów przedstawiających na przykład Wielką Pacyficzną Plamę (Wyspę) Śmieci, czyli olbrzymie (1,6 mln km² powierzchni!) skupisko śmieci (w 99,9% to plastik), dryfujące na Oceanie Spokojnym pomiędzy Kalifornią a Hawajami. Równie wstrząsające są zdjęcia zwierząt morskich zaplątanych w dryfujące plastikowe odpady i sieci rybackie, a zwłaszcza fotografie przedstawiające wypełnione plastikowymi odpadami wnętrzności nieżywych ptaków, które śmieci pomyliły z czymś do zjedzenia. Szacuje się, że śmieci z tworzyw sztucznych powodują śmierć ponad miliona ptaków i około 100 tysięcy ssaków rocznie! Pewnie, można
wzruszyć ramionami stwierdzając, że to przecież tylko „głupie zwierzaki”, a wszystko dzieje się daleko, daleko od nas (nasza chata z kraja i możemy te wszystkie informacje i cyferki mieć w… poważaniu, nieprawdaż?). Tyle tylko, że plastikowe odpady pozostając w środowisku szybciej lub wolniej ulegają degradacji, czyli rozpadają się (po czasie rozpadnie się również plastikowa wydra – na zdjęciu – która o zagrożeniu tworzywami sztucznymi ma przypominać). Najpierw na większe kawałki zwane makroplastikami, a następnie na coraz mniejsze, czyli mikroplastiki zwane wtórnymi o wielkości od 1 μm (jednej tysięcznej milimetra) do 1-5 mm. Są jeszcze mikroplastiki pierwotne, równie małe, ale specjalnie wytwarzane w takich rozmiarach, gdyż służą do produkcji środków czystości, kosmetyków, ubrań z tkanin syntetycznych itp. I jedne i drugie są w zasadzie wszędzie – w powietrzu, w wodzie, w glebie, na lądzie i w oceanach, znaleziono je w śniegu w Arktyce i na himalajskich szczytach oraz na dnie Rowu Mariańskiego, ale także w ciałach zwierząt, również tych, które zjadamy, i w wodzie pitnej. A skoro są w tym, co pijemy i jemy, są również i w naszych ciałach – łatwo przedostają się do płuc, odkładają w jelitach czy w wątrobie, wykryto je w niemal każdej ludzkiej tkance i płynie ustrojowym… W jednym z badań mikroplastiki wykryto w 97% próbek krwi i moczu dzieci w wieku od 3 do 17 lat. W naszych ciałach mikroplastik dalej się rozkłada, a więc uwalnia te substancje, z których powstał, m.in. ftalany, polibromowane difenyloetery, kwas perfluoooktanowy, bisfenol A, barwniki zawierające ołów lub kadm – wszystkie te substancje klasyfikowane są jako substancje niebezpieczne!
I tu docieramy do najciekawszego wątku mikroplastikowej opowieści – w badaniach, których wyniki dosyć szeroko omawiano w różnych mediach kilka miesięcy temu, ujawniono, że mikrodrobinki plastiku stanowią aż 0,5% średniej wagi próbek ludzkiego mózgu. Co więcej, zawartość plastiku w ludzkich mózgach przebadanych w 2024 r. była o 50% większa niż w próbkach z roku 2016 r., a próbki pobrane z mózgów osób cierpiących na demencję zawierały nawet 10 razy więcej plastiku niż z mózgów „normalnych”. Tak naprawdę, to naukowcy nie wiedzą, co oznacza dla naszego zdrowia obecność plastiku w mózgu. Ale zwykła ostrożność i przezorność każe chuchać i dmuchać „na zimne”. Do produkcji plastiku używanych jest jakieś 11 tys. chemikaliów, z których zdecydowana większość nie została przebadana pod kątem wpływu nie tylko na tkankę mózgową, ale w ogóle na zdrowie człowieka. Moim skromnym zdaniem, nie ma siły – wiele z nich z pewnością ma wpływ negatywny i tylko kwestią czasu jest określenie zakresu i skali tego wpływu.
News o plastiku w mózgach przeszedł bez większego echa, a ma przecież ogromny potencjał inspiracji np. dla twórców do internetowych memów (och, jak to brzmi – mamy plastik w mózgu!). Ze swej strony mogę naukowcom zajmującym się mikroplastikami i ich wpływem na nasze ciała i zdrowie, podsunąć temat do badań: ile plastiku w mózgu ma ktoś, kto trenuje sobie celność strzelając do kruka? Gatunku będącego pod ochroną, jakby nie było, stroniącego od ludzi i w zasadzie nie mającego żadnego negatywnego wpływu na naszą działalność. Ot, zagadka…
Tekst i zdjęcie: Aleksander Dorda