Rozmowa z Anną Łęczyńską-Szczechlą,
społecznym opiekunem zabytków

Mimo iż jest Pani znana ze swojej działalności kulturalnej, niewiele osób wie, że jest Pani społecznym opiekunem zabytków. Z czym wiąże się Pani funkcja?
Kwestie zabytkowych budynków, a szczególnie drewnianych od dawna leżały mi na sercu i zajmowałam się tym społecznie. Angażowałam się w różne przedsięwzięcia wraz z instytucjami, organizacjami pozarządowymi oraz lokalnie z Muzeum Ustrońskim podejmowaliśmy działania na rzecz dziedzictwa. Artykuły, które publikuję w Pamiętniku Ustrońskim dotyczą dzielnic naszego miasta i opisuję w nich historię drewnianej zabudowy. Około 10 lat temu odkryłam, że istnieje funkcja społecznego opiekuna zabytków i postanowiłam zostać takim opiekunem, żeby skuteczniej działać na rzecz ochrony materialnego dziedzictwa kulturowego naszego regionu, głównie architektury.
Czym zajmuje społeczny opiekun zabytków?
Działa na podstawie Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, a do jego zadań należy podejmowanie działań związanych z zachowaniem wartości zabytków i utrzymaniem ich w jak najlepszym stanie oraz upowszechnianie wiedzy o zabytkach. Społeczny opiekun współdziała z wojewódzkim konserwatorem zabytków i starostą w sprawach ochrony zabytków i opieki nad nimi. Ustanawia go starosta na wniosek wojewódzkiego konserwatora zabytków. Opiekun zabytków jest uprawniony do pouczania osób naruszających przepisy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Ma też swoją legitymację.
Tyle teoria, a w praktyce?
Ustawa nie konkretyzuje zakresu, nie określa obowiązków i ram pracy opiekuna zabytków. Jako opiekun mogę zwrócić uwagę w przypadku, gdy ktoś przyczynia się do niszczenia zabytków, ale nie mam narzędzi do formalnych działań, mogę sprawę zgłosić, przekazać konserwatorowi. W przypadku prywatnych właścicieli budynków zabytkowych mam prawo jedynie pouczyć kogoś, że zaniedbuje zabytek, ale nie mogę w żaden sposób ingerować w to, co on robi, narzucać konkretnych działań czy nakładać kar.
Czy w takim razie opiekun jest potrzebny?
Uważam, że tak, choć na pewno byłoby łatwiej działać, gdyby przepisy doprecyzowały jego rolę. Ja skupiam się na dokumentowaniu procesów zachodzących w naszej tkance miejskiej. Z tego, co wiem, jestem jedynym w powiecie społecznym opiekunem zabytków, gdyby było nas więcej moglibyśmy się wymieniać spostrzeżeniami i doświadczeniami. Głów- nie skupiam się na fotodokumentacji architektury drewnianej, dzięki, której mogę utrwalać zmiany zachodzące w budynku.
Co to właściwie jest zabytek?
Chodzi o obiekty, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia i których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową. Tak mniej więcej brzmi ustawowa definicja. Myślę jednak, że nie trzeba być konserwatorem zabytków ani nawet społecznym opiekunem, żeby mieć świadomość wartości pewnych budynków. One opowiadają historię miasta, w którym żyjemy, dzieje lokalnej społeczności, pokazują skąd się wywodzimy. Budynki drewniane, budynki postindustrialne, domy wczasowe w Jaszowcu, piękne wille to jest to, co nas wyróżnia i sprawia, że Ustroń jest niepowtarzalnym miejscem.
Skąd wiadomo, jaki budynek w Ustroniu jest zabytkiem?
Istnieje ogólnokrajowy rejestr zabytków, który tworzą urzędy konserwatorskie, a w gminach prowadzone są ewidencje zabytków z listą wszystkich takich obiektów i opisami. My mamy Gminną Ewidencję Zabytków Miasta Ustroń, na której znaj- duje się ponad 300 obiektów z adresami, krótkim opisem, rokiem powstania. Znajdziemy w niej też informacje o rodzaju własności, aktualnym wykorzystaniu i stanie budynku. Ewidencję można znaleźć w Biuletynie Ewidencji Publicznej.
Czy jakiś budynek może przestać być zabytkiem?
Skreślenie z rejestru zabytków jest możliwe, gdy zabytek uległ zniszczeniu w stopniu powodującym utratę jego wartości lub jego wartość nie została potwierdzona w nowych ustaleniach naukowych. Budynek mógł też utracić wartości, na podstawie których został włączony do ewidencji, np. został znacząco przebudowany. Kiedy nie jest on już w rejestrze, zostaje też skreślony z ewidencji, która co jakiś czas jest aktualizowana.
Czyje są ustrońskie zabytki?
Część należy do państwa, część do związków wyznaniowych, są budynki miejskie, prywatne i należące do organizacji społecznych. Często występuje współwłasność.
Co jest największym problemem w utrzymaniu zabytków w odpowiednim stanie?
Najgorsze jest, gdy w budynku nikt nie mieszka lub nie prowadzona jest w nim żadna działalność. Dopóki ktoś w nim mieszka i o niego dba, to jest szansa na jego przetrwanie. Dotyczy to nawet do- mów drewnianych, bo jeżeli są solidnie zbudowane, to nic im nie grozi. Natomiast jeżeli ludzie się wyprowadzają, przestaje się taki budynek ogrzewać, to on zaczyna niszczeć i jest narażony na destrukcję.
Często decyduje ekonomia.
To prawda, istnieje przekonanie, że taniej wybudować nowy dom niż wyremontować stary, a gdy jeszcze jest zabytkiem, to czekają nas same problemy z konserwatorem. I po części jest to prawda, jednak nie zwalnia nas to z opieki nad zabytkami i ich zachowania. To są bardzo trudne sprawy i nie chcę się tutaj rozwodzić nad koniecznością wprowadzenia rozwiązań na szczeblu krajowym, ułatwiającym działania właścicielom zabytków. Powstają różne fundusze, pozwalające na skorzystanie z dotacji, są programy rewitalizacji. Przykładem remontu budynku zabytkowego jest dom przy ul. Daszyńskiego 54, należący do miasta, który zmodernizowano ze środków zewnętrznych. Na razie łatwiej skorzystać z takich pieniędzy samorządom, organizacjom pozarządowym, kościołom, ale mam nadzieję, że sytuacja poprawi się również dla osób prywatnych.
Czy są takie zabytki w Ustroniu, które tracimy bezpowrotnie, bo właścicieli nie stać na remont?
Ze względu na moje zainteresowania szczególnie żal mi drewnianego domu przy ul. Bocznej w Nierodzimiu, który jest w kiepskim stanie. Budynek pochodzi z połowy XIX wieku i obecnie nikt w nim nie mieszka. Jest to własność prywatna i nic nie możemy z tym zrobić. To jedna z niewielu chat, które jeszcze się ostały w naszym mieście, ale prawdopodobnie z powodu stanu utraci status zabytku i zostanie wyburzona. Jako przykład mogę też podać willę Blanków na Zawodziu, która obecnie zabezpieczona jest przez nadzór budowlany, jednak nie wiemy jakie będą dalsze losy tej wyjątkowej rezydencji. A warto wiedzieć, że to jedna z najstarszych willi, utrzymana do dziś w pierwotnej formie, z zachowaniem detali architektonicznych oraz oryginalnej stolarki okiennej i drzwiowej. Jedyny budynek w naszej miejscowości wzniesiony w stylu alpejskim. Dodatkowo wiąże się z tym miejscem romantyczna historia z dramatycznym finałem. Takiej historii i takiej architektury nie da się kupić za żadne pieniądze.
Przez 10 lat sprawuje Pani funkcję społecznego opiekuna zabytków, czy przez ten czas jakieś zabytki zniknęły bezpowrotnie?
Kolyba na Czantorii nie była w rejestrze zabytków, ale niewątpliwie straciliśmy świadectwo dawnej kultury pasterskiej. To był jedyny taki autentyczny obiekt na pięknych polanach Czantorii. Dzięki społecznej inicjatywie kolyba została zrekonstruowana, ale nie jest to już oryginał. Jest wiele zagrożonych budynków, których degradacja postępuje z różnych przyczyn – braku środków, porozumienia właścicieli, formalności. Ważną kwestią poza budynkami jest w naszym mieście również ochrona krajobrazu przyrodniczego, który jest niezbywalnym walorem Ustronia.
Obawiam się takiego scenariusza, który nieraz już się ziścił, budynek niszczeje, bo nikt nie chce zainwestować w remont, a potem ze względu na zły stan zostaje wyburzony. W idealnym świecie zabytkowe obiekty zostałyby pięknie odrestaurowane z zachowaniem historycznych detali i pełniłyby swoje stare lub całkiem nowe funkcje. Jest wiele przykładów, że tak można, konserwatorzy ratują kamienice, dworki, zamki wybebeszone niemal do szkieletu. Wiadomo, że to jest ogromny nakład finansowy, ale na szczęście są
ludzie, którzy uważają, że warto i robią to.
Mamy w Ustroniu trochę drewnianych karczm, czy to dobre wykorzystanie
zabytków?
Jak najbardziej, bo żyją, a właściciele o nie dbają. Karczma Góralska na ul. Nadrzecznej została przeniesiona deska po desce z Wisły Nowej Osady. Stała tam przy samej drodze, a zarządca drogi nie chciał jej remontu, bo przeszkadzała w pracach, poszerzeniu jezdni itd. Została ocalona. Zbójnicka Chata na Równicy i Kolyba pod Czarcim Kopytem to autentyczne chaty, choć zmodyfikowane dla potrzeb prowadzonej w nich działalności. W samym centrum powstało prywatne Muzeum „Stara Zagroda”, które częściowo jest wykorzystywane na komercyjną działalność.
Może więc nie zawsze chodzi o pieniądze, czasem o świadomość ludzi?
To prawda, inwestorzy posiadający odpowiednie środki mogliby się zainteresować ciekawymi budynkami, gdyby zdawali sobie sprawę z tego, że mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dlatego działam na rzecz zmiany optyki, żeby uświadomić ludziom, że lokalność, niepowtarzalność jest w cenie, że ludzie będą chcieli korzystać z hoteli, restauracji posiadających wyjątkowy klimat. Żyjemy w szczególnym miejscu z pięknymi widokami, krajobrazami i nie możemy dopuścić do sytuacji, że to wszystko zabudujemy i będziemy jak każde inne miasto. Warto zachęcić deweloperów, żeby remontowali, a nie wciąż budowali. W ewidencji zabytków znajdą sporo budynków do wzięcia. Chętnie porozmawiam, pomogę uzyskać informacje, nawiązać kontakt. Zabytkowe budynki są chronione prawem i należy to uszanować starać się postępować z nimi, jak najlepiej, ale są też wpisane w żywą tkankę miasta, więc muszą pełnić funkcję użytkową. Nie jest to łatwe, ale można pogodzić te dwie funkcje.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Monika Niemiec