
Wspomnienie zmarłego to delikatny płomień, który ogrzewa serca w najchłodniejsze noce. Autor nieznany
W trakcie oglądania nabożeństwa on-line z kościoła ewangelicko – augsburskiego w Ustroniu w dniu 11 stycznia br. dowiedziałam się, że w minionym tygodniu został pochowany drugi mój kolega szkolny w wieku 70 lat, tym razem z klasy licealnej, śp. Zbigniew Wantuła, który ostatnio zamieszkiwał w Pszowie.
Urodził się 17 lutego 1955 r. w Ustroniu jako syn Jana Wantuły – znanego wiślańskiego lekarza i Karoliny z domu Moskała. Miał młodszego brata Bogdana, nieżyjącego niestety od 7 lat. W 1974 r. wstąpił w związek małżeński z Elżbietą Sułkowską, z którego urodziło się dwoje dzieci: córka Aneta oraz syn Rafał, od 17 lat spoczywający na miejscowym cmentarzu ewangelickim. Ze strony córki doczekali się dwóch wnuków – Eryka i Jakuba, będących „oczkami w głowie” dziadka. Kochał ich nad życie.
Edukację rozpoczął w Szkole Podstawowej Nr 1 w Ustroniu, a następnie zaczął uczęszczać do Liceum Ogólnokształcącego im. Franciszka Szewczaka w Wiśle, gdzie w 1973 r. zdał maturę. Nie udało mu się dostać na medycynę, więc zatrudnił się w Kuźni Ustroń, pracując w jednym zakładzie aż do emerytury na różnych stanowiskach. Dosyć szybko założył rodzinę. Razem zamieszkali na Osiedlu Centrum. Aby być blisko córki, po wielu latach przeprowadził się wraz z małżonką do Pszowa, gdzie mieszkał od 7 lat. Jego wielką pasją było wędkarstwo, dlatego wstąpił w szeregi Koła Wędkarskiego Kuźni w Ustroniu, jak i w Jastrzębiu Zdroju. Zajmował się także przyrodą. Lubił sport, a szczególnie siatkówkę, w którą czynnie w młodości grał zespołowo i to dawało mu wielką satysfakcję.
Zmarły był osobą bardzo lubianą, spokojną, nie zajmującą się przysłowiowymi plotkami. Jako bardzo dobry mąż, ojciec i dziadek, przeżył z najbliższymi zgodnie, szczęśliwie i trwale 51 lat. I tu znów zachodzi pytanie: z jakiej racji taki przykład nienagannego związku musiał mieć nieprzewidywalny, tragiczny finał, można powiedzieć w ciągu kilku godzin? To z pewnością wielki szok dla domowników, lecz z boskimi planami i relacjami nie da się dyskutować. Trzeba je z pokorą przyjąć. Jesteśmy tu bowiem tylko przechodniami, a dlaczego niektórzy muszą odejść jeszcze w nieodpowiednim dla nich wieku, pozostanie tajemnicą naszej egzystencji.
Uroczystość żałobna w ustrońskim kościele ewangelickim odbyła się 10 stycznia 2026 r. Prowadził ją ks. Zbigniew Obracaj. Pomimo mroźnej aury, w pogrzebie wzięło udział sporo uczestników – członków rodziny, sąsiadów, współpracowników i przyjaciół chcących oddać ostatni hołd jego pamięci. Urna z prochami złożona została w grobie rodzinnym na miejscowym cmentarzu ewangelickim . Niech ukochana mała ojczyzna – ustrońska ziemia da Zbyszkowi Wantule wieczny odpoczynek i niechaj lekką mu będzie. A wspomnienie o nim będące delikatnym płomieniem niech ogrzewa na zawsze nasze serca, nawet w najchłodniejsze nie tylko noce.
Elżbieta Sikora

