0.1 C
Ustroń
sobota, 14 lutego, 2026

Nasze tradycje wigilijne od Greków i Rzymian

Winszuję wóm szczęścio, zdrowio na tyn Nowy Rok! Abyście dłógo żyli na tym świecie i wszystkiego mieli dycki obficie… – tradycyjne życzenia na nowy rok. Fot. L. Szkaradnik

Ostatnie w tym roku spotkanie emerytów na parafii ewangelickiej przy bogato zastawionym stole, było niezwykłe również dlatego, że gościem specjalnym był prof. Daniel Kadłubiec, powszechnie znany i ceniony folklorysta oraz badacz kultury ludowej. Swoim ciekawym wywodem przeniósł on licznie zgromadzonych seniorów do zwyczajów okołoświątecznych naszych przodków, nieraz szukając ich wyjaśnienia w starożytności.

– My, chrześcijanie odziedziczyliśmy spadek kulturowy po kulturze greckiej i rzymskiej. Wiele tych reliktów pojawiło się około trzy tysiące lat temu i po dzień dzisiejszy myśmy je zachowali. Nasi przodkowie niesamowicie zwracali uwagę na to, co się dzieje w przyrodzie. Jeżeli dnia przybywało, to znaczy że rodziło się życie, jeżeli ubywało, a przeważała noc, to znaczy że my przebywamy w antyświecie. Dlatego w tym okresie spotykamy mnóstwo wierzeń i wróżb, które wywodzą się z tego spojrzenia, więc możemy wykorzystać tych, którzy już odeszli żeby nam powiedzieli co nas czeka. Wróżby pojawiają się wtedy, gdy noc jest dłuższa od dnia. Obrzędowość była naszym drogowskazem, przekazywana z pokolenia na pokolenie, mówiła nam co trzeba robić. Zaczynamy od wróżb andrzejkowych, które mają najczęściej charakter matrymonialny. Było to odgadywanie co młodych czeka poprzez lanie wosku. Potem była patronka górników św. Barbara, potem św. Mikołaj, który był postacią historyczną, takim szczodrym biskupem i po dzień dzisiejszy przychodzi 6 grudnia i rozdaje podarunki. Kiedyś chodziły po wsi kilkuosobowe grupy mikołai, a dzieci aby dostać oczekiwany prezent musiały się czymś popisać, albo zaśpiewać pieśniczke, albo porzykać. Miało to ważny sens wychowawczy. Potem 13 grudnia przychodzi św. Łucja, jej imię pochodzi od łacińskiego luks, to znaczy światło. Kiedyś było powiedzenie „Św. Łuca dnia przyrzuca”, ale dnia przybywa dopiero od 24 grudnia, bo ten zwrot odnosi się do czasów, gdy na tym terenie używano kalendarza juliańskiego, a od 1582 roku mamy kalendarz gregoriański. Od św. Łucji do Wilije jest 12 dni. Dwunastka miała w kulturze judeochrześcijańskiej kolosalne znaczenie – 12 apostołów, ale też miesięcy i bram w Jerozolimie. Była to liczba parzysta, sakralna, szczęśliwa, a trzynastka była liczbą pechową. Po dzień dzisiejszy zapisuję pogodę każdego dnia aż do Wilije i to się zawsze sprawdza. Dziełchy na Łucyje dawały pod zogłówek karteczki z imionami chłopców i co rano jedną usuwały. Która zostanie tak będzie miał na miano jej wybranek. Gdy na Łucyje włoży się do wody gałązki czereśni, jeśli zakwitnie na Wilije, to wróży pomyślność i rychłe zamążpójście. W Łucje nie wolno używać ostrych narzędzi, by nie zranić dusz, które są wokoło.

Z kolei Wilija to jest szczególny dzień i w tym dniu my wieczerzómy, bo wieczerza jest raz w roku. Choinkę dopiero we Wilijie wnoszono i ubierano, a musiała ona być zawsze żywa, bo jest symbolem życia.

W tym dniu od rana był ścisły post, gdyż mówiono „Gdo we Wilije nie pości, tyn do roku nogi wyprości”. Do wieczerzy jeść można było tylko chudóm Jewe. W tym dniu nie wolno było nic pożyczać, dzieci musiały być grzeczne, bo jak nie, to będą bite przez cały rok. Na Wilije odwiedzali się sąsiedzi i wzajemnie sobie przebaczali różne nieporozumienia. To
szczególny dzień, gdyż słońce przechodzi w znak koziorożca i jest granicą czasu, a noc ustępuje dniowi. Rodzi się nowe życie. W starożytnym Rzymie obchodzono w tym dniu święto Saturna, boga rolnictwa i odradzającej się przyrody. Dawcą życia było słońce, a Grecy w tym dniu odchodzili święto Chronosa, czyli czasu. W czasie jesteśmy wszyscy
równi, dlatego wszyscy siedzieli przy jednym stole i tak w tradycji jest do dziś. W Rzymie w czasie Saturnianów mieszkańcy wykrzykiwali pierwsze dni miesiąca, co brzmiało kantare i od tego biorą się nasze początki kolęd. Chrześcijaństwo przejęło niektóre elementy i upodobniło je do swojej filozofii i dlatego mamy tak wspaniały obraz kulturowy.

W naszą Wilije musi być na stole biały obrus, na nim Biblia, kancynoł, dambrówka i świeca, która jest bardzo ważna, bo ogień oczyszcza przestrzeń. Pod nogami dawano coś żelaznego, aby nogi były silne i zdrowe. Żelazo miało moc oczyszczającą, dlatego na progu przybijało się żelazną podkowę, która chroni przed złem.

Przy stole był zawsze określony porządek zajmowania miejsc: najpierw gospodarz, potem dzieci, słudzy, a na końcu siedziała gospodyni, bo ona jedyna mogła odchodzić od stołu. Wieczerzę rozpoczynano gdy pojawiła się pierwsza gwiazda. Ludzie wyobrażali sobie, że jest to dziura w niebie, przez którą przechodzi oś świata, to znaczy że modlitwy w Wigilie mogły dotrzeć do Stwórcy.

Tradycyjnie było 12 dań i jedzono je z jednej misy, był też określony porządek. Najpierw najstarszy przeczytał z Biblii o narodzeniu Pańskim, potem wspólnie śpiewano stołową pieśniczkę, a po wieczerzy śpiewano kolędy i dopiero na koniec były skromne podarunki.

W Boże Narodzenie katolicy szli na pasterkę, a ewangelicy na jutrznię. W Szczepana słońca zaczyna przybywać, czyli rodzi się nowy rok gospodarski. Chłopcy poświęcali gałązki w kościele i potem chodzili po dziedzinie i rozdawali je jako symbol życia, to byli tzw. połaźnicy. Chodzili też kolędnicy u progu roku gospodarskiego i winszowali, by się gazdom dobrze powodziło.

Lidia Szkaradnik

https://www.facebook.com/share/p/1Jny9GkgYr/

Zobacz również

Ostatnie artykuły

Przejdź do treści